Anna Kerth

Anna Kerth wywiad

Myślę, że każda kobieta doświadcza spadku nastroju – w mniejszym lub większym stopniu. Bardzo mało się o tym mówi, ale niezależnie od nas w 3-4 dobie następuje spadek hormonów, dodatkowo zaczyna się moment odreagowywania tego ważnego momentu, jakim był poród. W końcu dochodzi do Ciebie co się wydarzyło. A to jest kosmos. Dla każdej inny, ale jednak kosmos. Gorszy nastrój, płacz … Wydaje mi się, że to normalne. Pytanie, czy kobieta wyjdzie z tego, czy ten stan ze względu na różne inne czynniki będzie się pogłębiał. Uważam, że każdy szpital położniczy, najlepiej w ramach refundacji NFZ powinien zapewnić kobiecie pomoc w postaci rozmowy z psychologiem. Fajnie, gdyby było to możliwe jeszcze w czasie ciąży. Nie mówię o terapii, myślę o takim wsparciu psychologicznym. Nie każdy lekarz ginekolog ma do tego czas i predyspozycje, a to jest niezwykle ważne.

Czy kobieta-matka zatraca trochę swoją tożsamość?

Tak i nie. Ale znowu, mogę mówić tylko ZA SIEBIE. Przez pierwsze tygodnie ciąży czułam, że nie jestem sobą. Dopiero po paru tygodniach potrafiłam rozróżnić, kiedy następują pragnienia dziecka, a kiedy moje. Gdy się urodził byłam w emocjonalnym szoku. Kochałam mojego syna, wiadomo, od początku, ale zakochałam się w nim dokładnie w drugiej dobie jego przyjścia na świat. Pamiętam, to było w nocy. Poczułam motyle w brzuchu. Patrzyłam na niego i nie mogłam się nadziwić. I tak jest cały czas. Nie myślę, że wtedy zatraciłam swoją tożsamość. Po prostu odsunęłam swoje potrzeby na dalszy plan. Ale też nie zatraciłam się w tym. Wydaje mi się, że to zasługa mojej samoświadomości, wielu lat pracy ze sobą. Na naszą tożsamość mają duży wpływ hormony. One się zmieniają i my też się nieco zmieniamy. Potem dochodzi doświadczenie, i to dopiero teraz mogę mówić o sobie nowej. Parę tygodni po porodzie próbowałam zdefiniować siebie na nowo, jako matka Kerth. Robiłam sobie nawet takie sesje coachingowe nowa ja i stara ja. Czułam potrzebę zmiany sposobu ubierania, zmiany fryzury. A potem, dopiero jakieś pół roku po zakończeniu karmienia,  wszystko wróciło do normy i paradoksalnie wtedy poczułam, jak wiele się zmieniło. Myślę sobie, że kobieta nie zatraca tożsamości, ale musi pewne sprawy w sobie ponazywać na nowo, zdefiniować to i owo.

Anna Kerth wywiadAnna Kerth wywiad

Wcześnie wróciłaś do pracy?

Dwa tygodnie po porodzie znalazłam się w studiu dźwiękowym. Potrzebowałam tego dla siebie. Zresztą pracować przestałam, z racjonalnych powodów, też parę dni przed terminem. Ale nagrania w studio nie trwają cały dzień a raczej godzinę, dwie. W jednym jak i w drugim przypadku mogłam sobie zatem na to pozwolić. Warsztaty ruchowe prowadziłam do końca 8-go miesiąca. Z planem zdjęciowym było inaczej… Byłam już w ciąży, gdy przeczytałam w scenariuszu, że moja postać również jest w stanie błogosławionym. W tym momencie to był duży szok. Tak bardzo nie chciałam dzielić swojego stanu z postacią. Lubię rozgraniczać życie prywatne od życia postaci a tu nagle to było na granicy. Koniec końców dogadałam się jakoś z produkcją, ale na plan musiałam wrócić już 5 tygodni po własnym porodzie, by i postać urodziła. 🙂

Jak w roli ojca odnalazł się Twój mąż? Potrafi być stanowczy?

Potrafi. Nie mogłabym sobie wymarzyć lepszego ojca dla mojego dziecka. Znowu się wzruszę. Jest super ojcem! Cieszę się, że młody może mieć nas dwoje. Wiem, że mogę na nim polegać. Jeżeli ja nie umiem odmówić czegoś dziecku, nie potrafię być stanowcza w danym momencie, wiem, że Michał przejmie rolę. Działamy razem – temu, który nie może, ten drugi pomoże. Co tu dużo gadać, w końcu został moim mężem, bo widziałam w nim ten potencjał 🙂

Poznaliście się na planie zdjęciowym? 

Tak. Pamiętam, gdy zobaczyłam Michała po raz pierwszy – 3 dni wcześniej zmarł mój tata – z jednej strony straszne przeżycie, z drugiej strony, gdy usłyszałam zapytanie czy przyjadę na plan od razu się zgodziłam, bo wtedy myślałam, z czego ucieszyłby się mój tata. W każdym razie to stąd bardzo dobrze pamiętam ten dzień.. Wtedy widzieliśmy się na chwilę. Ponownie zobaczyliśmy się na zupełnie innym planie zdjęciowym po 3 miesiącach, ale okazało się, że to też nie był dobry moment. Okazało się, że Michał ma dziewczynę a dla mnie facet zajęty to znaczy nietykalny. Upłynęło jeszcze dobrych kilka kolejnych miesięcy, aż spotkaliśmy się ponownie. Wtedy już wiedziałam, że jest wolny…, ale dlaczego ja, która zaprasza do domu tylko przyjaciół, zaprosiła na herbatę chłopaka z ekipy, którego na dokładkę widziała dwa razy w życiu…??? Na pewno nie zrobiłabym tego, gdyby nie fakt, że to on zagadał pierwszy…

Po prostu to „coś” wisiało w powietrzu:) Długo czasu upłynęło do ślubu?

1 Comment

Add Yours

Dodaj komentarz