Magdalena Lamparska. Co tak naprawdę myśli o Hollywood?

Daniel Bruhl, który ze mną grał, gdy patrzyliśmy sobie w oczy przed kamerą, bał się tak samo jak ja.

Tworzy. Uczy. Inspiruje. Doświadcza nowych rzeczy. Dla samej siebie. Tak po prostu. Żeby być lepszą aktorką, lepszym człowiekiem. Jej determinacja, ciągła praca nad samą sobą, nowe doświadczenia, coraz trudniejsze wyzwania zaowocowały. I to na skalę międzynarodową. Magdalena Lamparska zagrała u boku gwiazd Hollywood w dwóch międzynarodowych produkcjach. Produkcjach, tak bardzo różnych od siebie. W trudnej opowieści z czasów II wojny światowej –  „The Zookeepr’s Wife” oraz w komedii „No Panic, with a Hint of Hysteria”. Każda z tych ról jest inna i tak samo ważna dla aktorki. Czego ją nauczyły? Co tak naprawdę myśli o Hollywood? Jaki ma sposób na życie? Koniecznie przeczytajcie wyjątkowy wywiad z Magdalenę Lamparską.

400_4_logo

Ostatnio nieco głośniej zrobiło się wokół Twojej osoby, za sprawą pewnego zdjęcia. Domyślasz się jakiego?

Domyślam się, że chodzi o zdjęcie z Jessicą Chastain.

Dokładnie. Byłaś zdziwiona, że jedno zdjęcie na Twoim fanpage’u jest wstanie wywołać takie zainteresowanie?

Z jednej strony tak, ponieważ wrzucam różne zdjęcia na swój profil, z kolegami aktorami z teatru czy z planu filmowego. Ale żadne nie budziło takich emocji. Z drugiej strony, to zainteresowanie jest zrozumiałe. Na co dzień nie spotyka się Jessici Chastain. Ogromnie cieszę się, że mogłam z nią współpracować przy międzynarodowej produkcji „The Zookeeper’s Wife”.

Czy czułaś, że grasz u boku gwiazdy?

Tylko teraz pytanie, jak zachowują się w bezpośrednim kontakcie największe gwiazdy? Moim zdaniem są wtedy najnormalniejszymi osobami na świecie. Czy jest to Jessica Chastain, czy Pani Krystyna Janda  u której  gram w teatrze Polonia w spektaklu „Klaps! 50 twarzy Greya”, czy Dorota Pomykała, z którą miałam okazję grać w serialu „To nie koniec świata”, zawsze są to najżyczliwsze osoby na świecie, o ogromnych sercach. Jessica Chastain jest niezwykle empatyczną osobą. Pamiętam jak grała w ciężkich warunkach, brudna, mokra, bosa, ale  wiesz…., nie powiedziała ani słowa. Byłam pod wielkim wrażeniem.

Czyli pełny profesjonalizm. Bierzesz  z niej przykład?

Na pewno praca z nią była inspirującym doświadczeniem. Ja również staram się być bezproblemowym człowiekiem na planie. Mam świadomość, że wokół mnie pracuje jeszcze sto innych osób. Na planie jesteśmy jedną drużyną i gramy do jednej bramki.

Ale wiemy, że na planach zdarza się, że ktoś zadziera nosa.

Moim zdaniem zawsze trzeba pamiętać skąd się startowało, jaką drogę przeszło, żeby być w tym miejscu, w którym się jest. Wyznaję zasadę – jak pniesz się do góry, to musisz pamiętać o osobach, które mijasz po drodze. Bo jak będziesz spadać, to może ktoś Cię złapie.

Czyli tak bez stresu? Międzynarodowa produkcja nie jest pesząca dla aktora?

Uważam, że nasze kino nie jest w niczym gorsze od innych produkcji na świecie. Polscy artyści są doceniani za granicą. Słyszałam takie powiedzenie w Los Angeles: – jeżeli nazwisko operatora nie kończy się na – ski, to nie jest to najlepszy operator. Mam wrażenie, że Polska cały czas każe nam się peszyć. To wywodzi się z naszej historii. Potrzebujemy czasu, żeby to zażegnać i traktować siebie naprawdę wartościowo. Jestem dumna z tego, że jestem Polką.  Nikt nie powinien czuć się gorszy. A czy czułam stres?  Oczywiście, że tak. Ale gwarantuję, że Daniel Bruhl, który ze mną grał, gdy patrzyliśmy sobie w oczy przed kamerą, bał się tak samo jak ja. Ale to wynikało z tego,  że w momencie, gdy słyszmy – kamera, akcja – wychodzimy ze strefy komfortu.

Być może Twoje podejście do gwiazd, czy do Hollywood wynika również z tego, że tak dużo przebywasz za granicą.

Być może. Jeżdżę do Los Angeles od 10 lat. Tam naprawdę życie wygląda nieco inaczej. Ktoś, kto nie spędził tam dużo czasu, często nie może zrozumieć tamtejszej aury. Jednocześnie Hollywood to niełatwe miejsce. Z jednej  strony jest otwarte na innych, ale z drugiej strony również pełne samotności i wątpliwości.

Chciałabyś tam na stałe zamieszkać?

Życie jest tak nieobliczalne, że jestem po prostu otwarta na to, co przyniesie. Dla mnie najważniejsze jest to, gdzie jestem w danej chwili.  Aktor jest takim „homo viator”, człowiekiem w ciągłej podróży. Zatem mój dom jest tam, gdzie pracuję. Bardzo lubię Los Angeles, ponieważ tam mam rodzinę, mamę i siostrę.  Tam uczę się w szkole aktorskiej Ivany Chubbuck. Kocham też Polskę, to tutaj mam przyjaciół, tutaj tworzę, pracuję. To kompletnie inne miejsca i inna energia, choć oba bardzo moje. Co ciekawe, za granicą inaczej mnie postrzegają niż w Polsce. W naszych produkcjach mam dużo takich urokliwych ról, a tam odwrotnie, gram tajemniczo – demoniczne postacie. Moja bohaterka w „Zookeeper’s Wife”  jest właśnie taką.

Magdalena Lamparska wywiad

Często słyszy się, że role w zagranicznych produkcjach potrafią być wycinane. Rozumiem, że tutaj nie było mowy o jakimkolwiek wycinaniu:)

Co do kwestii wycinania, to film jest tworzony po to, żeby był dobry w całości. To, co jest niepotrzebne w całej konstrukcji logicznej filmu jest wycinane. Ja również nie będę miała wpływu na to jak moja rola zostanie okrojona. Choć oczywiście mam ogromną nadzieję, że tak się nie stanie. Najważniejsze jednak dla mnie w tym momencie jest to, że mogłam tam pojechać na plan i pracować z tak doskonałymi aktorami.  Wygrałam casting ogólnoeuropejski. To jest już osiągnięcie.

Nie było jeszcze premiery „The Zookeepr’s Wife”, a film już budzi duże zainteresowanie.

Tak, premiera za rok. Film porusza ważny temat. Historię Antoniny i Jana Żabińskich, którzy w trakcie wojny ukrywali Żydów w warszawskim zoo. Jeżeli będziesz miała okazję, to bardzo polecam książkę „Azyl”. Na jej podstawie został napisany scenariusz. Jest porażająca i przerażająca. Inaczej spojrzałam na Warszawę. W tym codziennym pędzie nawet nie zastanawiamy się w jakim mieście żyjemy. Sama nazwa Warszawa, po angielsku Warsaw oznacza – city which so war, miasto, które widziało wojnę. Jest naznaczone wojną.  Tym bardziej tak ważne jest dla mnie to, że mogłam pracować na planie „Zookeeper’s Wife” i opowiadać tak niesamowitą historię.

Długo przygotowywałaś się do castingu?

Miałam bardzo mało czasu, żeby nagrać tzw. „self-tape”.  Gdy otrzymałam informację od agencji o castingu, byłam na planie filmu „Kochaj”.  Grałam bardzo trudne sceny. Pracowałam od rana do nocy. Miałam mało czasu nawet na sen, ale wyznaję zasadę – nie trać okazji. Dlatego o 2 w nocy szukałam futra wśród znajomych, które było mi potrzebne do nagrania castingu.

To futro było, aż tak istotne?

Bardzo. To był skok na głęboką wodę, ale w tym zawodzie trzeba być cały czas gotowym. I to nie jest tak, że robisz coś pierwszy raz i to działa. Nagrywałam z 15 takich castingów do innych produkcji i wcześniej nie wyszło, ale jednocześnie za każdym razem uczyłam się czegoś nowego. I w efekcie udało się teraz. Przyznam, że lubię to moje nieustanne bycie w gotowości. Bo doskonale wiem, że nie ma poczekaj, drugiego podejścia może już nie być.

Strasznie szybkie tempo.

Normalne w tym zawodzie. Tylko tydzień przygotowywałam się do „Listów do M”, 2 tygodnie do filmu „Kochaj”. Czekam na taką rolę, do której mogłabym przygotowywać się więcej czasu, popracować nad sobą, nad swoim ciałem, jak ja to określam – pochodzić z postacią. Taką możliwość – chodzenia z postacią – miałam w teatrze, gdy przygotowywałam się do spektaklu „Klaps! 50 twarzy Greya” w reż. Johna Weisgerbera.

To znaczy?

Stawałam się trochę teatralną Nataszą Wood. Najbardziej w tym czasie doskwierała mi niezdarność. Moja postać była taką kulminacją dziecinności w dorosłym ciele. Połączeniem naiwności, ale nie irytującej, tylko takiej uroczej. Siedziałam w parku i obserwowałam zachowania dzieci.

Po jakim czasie dowiedziałaś się, że wygrałaś casting do „The Zookeper’s Wife”?

Po 3 tygodniach od wysłania nagrania. Nie zapomnę tego momentu. Akurat byłam w Płocku na planie filmu „Kochaj”.  Charakteryzatorka robiła mi make-up, aż tu nagle telefon od mojej fantastycznej agentki Magdy. Byłam zaskoczona. Poczułam moment ogromnego wzruszenia. Poczułam, że jeżeli się ciężko pracuje, to marzenia się spełniają.

Wywiad z Magdalena Lamparska. Iwona Szostak.

Magdalena Lamparska wywiad dla Prestige Bag News

Iwona Szostak dziennikarz wywiady

Często zdarza Ci się reagować tak emocjonalnie, gdy dowiadujesz się, że dostajesz nową rolę?

Każda rola jest dla mnie wzruszeniem, ponieważ wraz z nową rolą przyjmuję poniekąd czyjeś życie, nową tożsamość. Potwierdza się to, co powiedział kiedyś Robert De Niro. Aktorstwo to jest taki zawód, który pozwala Ci przeżywać różne życia nie ponosząc konsekwencji za nie. Im więcej wiesz o sobie, tym więcej możesz dać na potrzeby roli. Ale co jest istotne? To, że na początku jest wzruszenie, ale potem jest strach. Masz tę rolę. No dobrze, to teraz to zagraj, musisz dać radę.  Pierwszy etap jest pożegnaniem ze swoim ego, z własnym „ja”.  Dlatego, że tutaj nie ma już „ty” . Jest ta druga osoba, którą się stajesz.

Dużo psychologii w tym.

Prawda? Poznaję samą siebie, analizuję relację międzyludzkie, podpatruję. Pracuję nad  samoświadomością i obecnością tu i teraz. Jednak przyznam, że gdy oglądałam pierwszy raz „Listy do M” to byłam załamana sobą.

Dlaczego?

Dodaj komentarz