Marta Żmuda Trzebiatowska. Dlaczego tak bardzo chce pomagać?

Ostatnio gościłam na planie „Ojca Mateusza” i przyznam szczerze, że stojąc przed kamerą, poczułam lekką tęsknotę za tym światem. Chociaż z drugiej strony, w ogóle nie żałuję tego czasu spędzonego w teatrze. Zrobiłam dwie premiery, teraz na jesieni będzie kolejna. Gram w pięciu spektaklach. Jestem szalenie zajętą osobą. Mam dwa dni wolne w miesiącu i powiem szczerze, że jest to dla mnie fantastyczny moment rozwoju. Od II roku studiów pracowałam po 16 godzin, od rana na planie, potem jechałam do teatru. Był także intensywny czas „Tańca z gwiazdami”. Normalny człowiek tak nie pracuje.

 

Ludziom wydaje się, że to tak łatwo przyszło. Nikt jednak nie wie ile pracy mnie to wszystko kosztowało, ile wylanych łez, nerwów, nieprzespanych nocy. Były moment, że chciałam zrezygnować

 

Uważasz, że jesteś w czepku urodzona? Za pierwszym razem dostałaś się do warszawskiej szkoły teatralnej, od II roku studiów grałaś w popularnych serialach. Niejedne dziewczyny mogłyby się o to zabijać, a Tobie się udało.

Wydaje mi się, że to jest konsekwencja drogi, którą obrałam. Pochodzę z małej wsi, zawsze chciałam stamtąd wyjechać i coś osiągnąć w życiu. Nie chciałam przeżyć życia byle jak, chciałam w nim coś zrobić. Dlatego konsekwentnie całą podstawówkę i szkołę średnią dobrze się uczyłam. Gdy znajomi szli na dyskotekę, jak zakuwałam. Oczywiście wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to będzie aktorstwo, ale wiedziałam, że muszę się przyłożyć do nauki, żeby aspirować do czegoś więcej. Przez te wszystkie lata wiele rzeczy sobie odmawiałam, pomagałam rodzicom, ciężko pracowałam, żeby móc realizować swoje marzenia. Uważam, że ten sukces, który przyszedł, to właśnie wynik wieloletniej ciężkiej pracy, nie tylko mojej ale i moich rodziców i dziadków.

A gdy już wiedziałaś, że to będzie aktorstwo?

Nikt nie wierzył, że mi się uda. Z perspektywy tego małego miasteczka, wszystkim wydawało się to mało realne. Zresztą jak sobie przypomnę tamtą perspektywę, to również ten świat wydawał mi się totalnie zakazany, tylko dla nielicznych, dla tych co mają koneksje, kontakty. Wiedziałam, że nie będzie łatwo, ale się udało.

Chociaż niejedne osoby mogłyby powiedzieć, że pracowały na ten sukces jeszcze dłużej, bo są aktorki, które osiągnęły popularność dopiero w wieku 40 lat.

Ale podejrzewam, że to też jest kwestia ich wyborów. Pamiętam, moje koleżanki z roku też dostawały propozycje, ale je odrzucały. Unosiły się dumą, że najpierw chcą grać w teatrze. Z tym, że dzisiaj bardzo chętnie występują w serialach. Kwestia wyborów i podejścia.

A nie jest tak, że znalazłaś się w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie.

Z jednej strony tak, ponieważ ktoś mnie oczywiście dostrzegł na tym pierwszym castingu. Jednak uważam, że to gdzie dziś jestem, jest okupione ciężką pracą. Ludziom wydaje się, że to tak łatwo przyszło. Nikt jednak nie wie ile pracy mnie to wszystko kosztowało, ile wylanych łez, nerwów, nieprzespanych nocy. Były moment, że chciałam zrezygnować, wszystko rzucić i wracać do rodzinnego Przechlewa. Miewam je do dziś…

Z perspektywy widza, czytelnika wygląda to na lekką pracę.

Tak, ponieważ widzą piękne kolorowe okładki magazynów, premiery na których jest się odmalowanym, dobrze ubranym. Ale takie dni zdarzają się trzy, cztery razy do roku. A najczęściej można spotkać mnie w dresie, w rozmazanym makijażu.

A teraz ten etap teatru traktujesz tak, że będzie trwał jakiś czas i potem znowu wskoczysz na kolejny etap, który sobie zaplanowałaś?

1 Comment

Add Yours

Dodaj komentarz