Michał Mikołajczak

Nie. Sprawdziło się idealnie. Oczywiście nie mam rentgena w oczach, ale mam zmysł, który pozwala mi czytać ludzi. Odgadywać ich emocje, charakter. Oczywiście mogę się mylić, ale często jednak trafiam. Na lotnisku byłem strasznie gadatliwy. Z każdym żartowałem, śmiałem się, żeby sprawdzić reakcje. Dużo ludzi już wtedy się wysypało.

Niezły z Ciebie zawodnik.

Niektórzy wzięli mnie za błazna, który będzie pajacował, rozbawiał towarzystwo przez cały wyjazd. A ja po wylądowaniu absolutnie to ściąłem. To był mój sposób na rozczytanie moich współgraczy.

Był stres?

Ogólnie staram się coraz mniej stresować. Uważam, że stres jest czynnikiem, który powoduje, że człowiek przestaje trzeźwo myśleć. Pod wpływem stresu popełniam błędy. Zaczynam myśleć utartymi schematami, a tego w sobie nie lubię. Nie mogę powiedzieć, że się nie stresowałem, ale postanowiłem tak to rozłożyć, żeby stresować się przed programem, a w momencie rozpoczęcia gry być absolutnie wyluzowanym.

Nie analizowałeś tego, jak będziesz później oceniany, odbierany przez widzów?

Nie, ponieważ nie zrobiłem nic złego. Wyobraź sobie, że gramy w koszykówkę, jeden na jeden i ja gram najgorzej. Oddaję Ci wszystkie piłki, żebyś wygrała. Masz przyjemność z gry?

Nie.

Właśnie! Nie ma z takiego podejścia żadnej zabawy.

Chociaż zastanawiałabym się jakbym była oceniana. Mamy przykład Renaty Kaczoruk z „Azji Express”.

Nie myślałem w tych kategoriach. Jeżeli ktoś jest przekonany, że w takim programie można sobie zrobić PR, stworzyć  wizerunek, awatar na zewnątrz  to może się grubo  przejechać. W tych okolicznościach, które tam panują nie da się tego zrobić. Tam ludzie są stawiani w konfliktowych sytuacjach i trzeba umieć odnaleźć się w tej konwencji. Oczywiście jakaś cząstka Ciebie w tym jest, ale przede wszystkim liczy się gra. Azja Express to trochę coś innego, to jest wyścig na czas.

Łatwo ufasz ludziom?

Jestem trochę nieufny. Kiedyś wydawało mi się, że wszystko zrobię najlepiej sam, że nie mogę komuś czegoś zlecać, bo ten ktoś zrobi to gorzej ode mnie. Teraz, jak już mam te 30 lat to wiem, że delegowanie zadań jest bardzo ważne. Czasami warto komuś zaufać i dać mu wolną rękę.

Czy po programie wywiązały się przyjaźnie, jakieś głębsze relacje?

Nasz męski sojusz przetrwał. Mam kontakt z Tomaszem, Rychem. Zakumplowałem się już na początku z Victorem Borsukiem, kitesurferem. Mieszkamy w tej samej dzielnicy, czyli  na Żoliborzu. Mamy do siebie bardzo blisko. Zaprzyjaźniłem się też z Karoliną Ferenstein oraz Anią Lucińską, którą polubiłem, ale dopiero po programie:).

Który moment uważasz za przełomowy w swoim zawodzie?

Przełomem okazała się moja pierwsza rola w teatrze STU w Krakowie. Byłem wtedy na IV roku szkoły teatralnej. Zawsze marzyłem o roli Hamleta i nagle „boom”. Zdarzyło się. Potem wszystko fajnie potoczyło się w moim życiu. Mam dużo szczęścia. Zdaję sobie sprawę, że mój zawód jest bardzo niewdzięczny. Trudno jest się przebić.  Co roku młodzi ludzie kończą szkoły teatralne i wybicie się z tego tłumu jest bardzo trudne. Naprawdę dobrych aktorów jest bardzo dużo. 

Michał Mikołajczak

Byłem buntownikiem. Albo sztuka albo śmierć. Teraz tak nie uważam. Rynek weryfikuje i trzeba z czegoś żyć.

Sądzisz, że ktoś mógłby zagrać lepiej?

Nie twierdzę, że tak jest, ale mogłoby tak być. Gdybym wtedy nie pojechał do Krakowa i nie spotkał się z Krzysztofem Jasińskim, być może ktoś inny zagrałby tę role i moje życie potoczyłoby się inaczej.

Wszystko może zależeć od jednej rozmowy?

Chyba od energii. Wierzę, że jeżeli jedna energia spotyka drugą energię w określonym miejscu i czasie to wszystko może zadziałać. Tak zwana chemia zaczyna funkcjonować i tworzy się coś fajnego, nowego.

Mówią, że rola Hamleta jest dużym sprawdzianem dla aktora.

Jak patrzę z perspektywy lat, to wtedy było to „położone” 🙂

Oblałeś sprawdzian?

1 Comment

Add Yours
  1. 1
    Magdalena

    Po rozmowie widać, że Michał Mikołajczak jest bystrą i zdecydowaną osobą. Gratuluję umiejętności dostosowania się do rozmówcy i zadawania konkretnych pytań 🙂

Dodaj komentarz