Prowadziłam warsztaty Warm up i coaching indywidualny do urodzenia drugiego dziecka. Wyznaję taką zasadę, że jeżeli prowadzę sesję coachingową to dzielę się swoją nadwyżką energetyczną, nadwyżką uważności. Gdy zostałam z dwójką dzieci w domu zabrakło tej nadwyżki, często nawet dla siebie jej nie miałam. Priorytety były proste. Najpierw mój pierwszy zawód i dom, potem dodatki. Wtedy bardzo świadomie wycofałam się z tego.
Energetycznie dużo Cię to kosztowało?
Tak, plus wtedy zaczęła się pandemia. Na samym początku jeszcze prowadziłam na Instagramie live’y. Moje storisy i posty zawierały dużo praktycznych sposobów na pracę ze sobą, ale w pewnym momencie poczułam wysycenie rynku. Miałam też parę razy wrażenie, że mój pomysł stał się inspiracją do tworzenia czegoś nad wyraz podobnego.
I co z tym zrobiłaś?
Nic nie zrobiłam, zaprzestawałam swoich działań.
Czy to dobrze, że odpuściłaś?
Dzisiaj zadaję sobie to pytanie. Wtedy płomień motywacji zgasł. W czasie pandemii wszyscy zaczęli zastanawiać się jak regulować emocje, stało się to bardzo popularne. Każdy sięgał po te same narzędzia. Zobaczyłam, że nawet osoby z mojego zawodu, które nie ukończyły żadnego kursu czy dodatkowych studiów nazywają siebie coachami. Dodatkowo coaching w tamtym czasie zaczął zyskiwać złą renomę. Nie chciałam się z tego ani tłumaczyć, ani się z tym mieszać.
A teraz?
Coś woła. Natury nie oszukasz. Tak samo jak kocham grać i potrzebuję grania w swoim życiu, podobnie mam z coachingiem. Noszę w sobie potrzebę dzielenia się z innymi tym, co potrafię – umiejętnością zadawania pytań, łączenia kropek, łapania perspektywy, poszerzania samoświadomości. Wypracowałam własne sposoby, mam je ponazywane od 12 lat. Warm Up to moja praktyka konkretnych ćwiczeń i sekwencji od ponad 20 lat. To coś jest moje, unikatowe. Teraz zaczynam mieć ten rodzaj nadwyżki energetycznej.
W jednym z postów napisałaś „w tym zawodzie ważne jest, żeby wiedzieć kim się jest i gdzie jest jego „baza”. Zatem jaka jest „baza” Anny poza kamerami, mikrofonami, sesjami?
Przez całe swoje życie dążyłam do tego, żeby mieć dwie jakości jednocześnie otwartą głowę i silnie stojące na ziemi stopy, na warsztatach zawsze przyrównuję ten stan do bycia jak drzewo, które ma piękną koronę i bardzo silne korzenie. Bardzo dawno temu odkryłam, że potrzebuję znać siebie, żeby wiedzieć jakie zmiany powoduje we mnie temat, którym się zajmuję. Wykształciłam w sobie pewne rytuały, które pomagały i nadal pomagają w bezpiecznym wchodzeniu w rolę i jej świat oraz w powrocie do „normalności”. Aktualnie bardzo silną bazą jest moja rodzina. Zresztą od dawna mam wrażenie, że życie o mnie dba i w odpowiednim momencie daje mi zadania do ogarnięcia, żebym mocno stąpała po ziemi. Znajomość własnego ciała i psychiki z kolei pozwala wychwycić moment, gdy za dużo jest tej przyziemności. Do tego stopnia się to zmienia, że nie rozpoznaję siebie w lusterku aparatu. Wtedy wiem, że czas zadbać o siebie. Zaczynam zapisywać myśli, pomysły, puszczam swoją muzę, tworzę swoje własne projekty, jeśli to konieczne.
Artystyczna dusza….
Potrzebuję tego do życia jak tlen. Tylko jedna rzecz pozwala mi zahukać potrzebę tworzenia. Podróżowanie. Bycie w drodze fizycznie koi brak bycia w drodze duchowo. Choć w sumie w podróży sporo dostaje i dusza 🙂




Anna Kerth – wywiad
I tak dużo robisz. Przejdę do tematu pracy głosem. Czytasz audiobooki, które dotyczą prawdziwych i bardzo trudnych historii kobiet. Na przykład takie pozycje: „Też tak mam” oraz „Co chcesz powiedzieć światu”.
I teraz jeszcze wyszła trzecia „Siostry w bólu”, historie kobiet z endometriozą. Bardzo mocna pozycja.
Na ile procent musisz wczuwać się w historie tych kobiet?
Nawet nie muszę się wczuwać. Jestem kobietą i nie ma siły – odczuwam wszystko swoimi wnętrznościami. Jak czytałam „Siostry w bólu” to cierpiałam razem z nimi. Czułam ten ból. Byłam przerażona tym, na jakim etapie jesteśmy, jeśli chodzi o świadomość, diagnostykę, medycynę, dofinansowanie do konkretnych zabiegów. Jest jeszcze tyle do zrobienia w tym temacie. I to jest bardzo ważne, żeby poprzez takie historie uświadamiać kobietom, ale i mężczyznom, że jest to autentyczny problem.
Czy po takich mocnych historiach możesz spokojnie zasnąć?
