Życie jest skomplikowane – wywiad z aktorką Martą Ścisłowicz.

„Relacje to wartości, o które warto dbać w życiu” – opowiada aktorka Marta Ścisłowicz. Przeczytaj specjalny wywiad dla Prestige Bag News.

Marta Ścisłowicz wywiad

Tam, gdzie role wymykają się schematom, często pojawia się Marta Ścisłowicz. Na scenie i przed kamerą uwielbia dawać upust prawdziwym emocjom. Stawia na autentyzm swoich bohaterek. Martę możecie kojarzyć z rolą Basi w popularnym serialu „Skazana”, rolą Grażyny w „Minuta ciszy” oraz Baśką w filmie „Przepiękne!”. Na swoim koncie ma także wiele ról teatralnych. Obecnie występuje w spektaklu „Pułapka” – to kolejny projekt w reżyserii Cezarego Żaka z udziałem Marty. Wcześniej współpracowali przy „Dziewczynie z pociągu”. Artystka gra również w spektaklach „Pic na wodę” oraz „Caryca Katarzyna”. Czy można wpaść w pułapkę tego zawodu? Gdzie kończy się rola, a zaczyna prawdziwe „ja”?

WYWIAD

Jak bardzo zawód aktorki jest skomplikowany – w skali od 0 do 100%?

Myślę, że to wszystko zależy od etapu życia, w którym znajduje się aktor, aktorka. Generalnie, jeżeli ma się predyspozycje to nie jest skomplikowany.

Umówmy się, że masz ogromne predyspozycje. Jaką podałabyś cyfrę, liczbę?

Mam powiedzieć 0%? ☺. A tak na poważnie, nie da się tego ocenić w skali. Czasami jest łatwiej, a czasami trudniej. Ten poziom skomplikowania zależy od okoliczności, miejsca, czasu i kondycji człowieka. Mam na myśli także wytrzymałość fizyczną, która jest potrzebna, gdy pracujesz po 12, 14 godzin dziennie. Natomiast, generalnie uważam, że aktor jest w sytuacji uprzywilejowanej. Funkcjonuje jako ktoś, o czyj komfort się dba. Cały sztab ludzi pracuje na to, żeby aktor dobrze zafunkcjonował na planie czy na scenie. Wszyscy starają się stworzyć, jak najbardziej komfortowe warunki, aby nam aktorom zmniejszyć ten stopień skomplikowania.

Często grasz role kobiet nieoczywistych, niejednoznacznych. Czy w takiej przestrzeni czujesz się najlepiej?

Tak. Lubię, gdy dla roli trzeba zagłębić się w drugiego człowieka, aby zrozumieć jego zachowanie. Gdy trzeba odkryć jakie mechanizmy zachodzą, do czego prowadzą. Ciekawi mnie, gdy muszę sięgnąć po coś więcej, niż mam na co dzień. Szukam mroczniejszych stron bohaterki, lubię w pracy dać upust emocjom. Natomiast, tak sobie myślę, że w życiu codziennym bardzo staram się dbać o spokój i harmonię.

Czy zatem Marta Ścisłowicz jest skomplikowana?

Myślę, że bardzo. Jak każdy człowiek. Generalnie mam poczucie, że życie jest skomplikowane. Ten poziom trudności wzrasta przez to, co cię w życiu spotyka. Parę lat temu moje życie zmieniło się diametralnie. Kiedy zostałam mamą, nagle, nieoczekiwanie odszedł mój tato. Trudne chwile, które nałożyły się na siebie. Wtedy miałam taką refleksję – łatwo i beztrosko to pewnie już było. Teraz trzeba zmierzyć się z nową rzeczywistością, zaakceptować ją, pogodzić się z tym, co się wydarzyło. W tym sensie, życie jest skomplikowane. Oprócz życiowych doświadczeń, dochodzą relacje z ludźmi, budowanie szczęśliwej rodziny, wychowanie szczęśliwego dziecka. Ten poziom skomplikowania jest dzisiaj ogromny w każdym aspekcie życia. Nie wspominając już o tym co się dzieje na świecie, w mediach, o naszym przebodźcowaniu, konsumpcjonizmie, o tym jak nas wszystko zalewa….

Ten poziom skomplikowania o którym mówimy, często przekłada się na filmowe scenariusze. „Przepiękne!” to świetny przykład kina bez lukru, bez upiększeń. Grasz Basię, z jednej strony kobietę z żartem, a z drugiej strony pełną lęku. Ta rola bardzo mnie urzekła. Zastanawiam się, czy ta bohaterka jest Ci szczególnie bliska?”

Tak, i bardzo dobrze ją rozumiem. Baśka chce być niezależna i samowystarczalna pod każdym względem. I wydaje jej się, że to jest możliwe tylko wtedy, gdy będzie samostanowiącym, samotnym okrętem. Tymczasem okazuje się, że – rzecz jasna – potrzebuje w życiu także relacji i miłości, tylko bardzo się boi. Ucieka przed związkiem i wpada w pewnego rodzaju pułapkę. Ten film pokazuje różne etapy życia kobiet, ale także towarzyszącym im mężczyzn. Udowadnia, że jeśli się ze sobą rozmawia, słucha się nawzajem i chce się coś przepracować, można iść przez życie razem. Nie tylko obok siebie. Tylko trzeba nad tym dużo pracować. Bardzo lubię ten film pod względem gatunkowym.

Czy masz poczucie, że ten film mógł zdobyć większy rozgłos? 300 tys. widzów obejrzało w kinie. Dla porównania polskie filmy potrafią gromadzić ok. milion widzów.

Myślę, że miał szansę na dużo większą publiczność. Nie mnie oceniać, dlaczego tak się nie stało. Natomiast mam poczucie, że jest to film dla każdego – i to w dobrym znaczeniu. Porusza tematy, które mogą trafić do widzów niezależnie od wieku i płci. Moim zdaniem jest dobrze opowiedziany. Z dużą czułością i empatią. Teraz dostaje drugie życie na platformie HBO MAX. Wiele osób do mnie podchodzi, nawet z branży, i mówi, że wcześniej go nie widziały, a teraz nadrabiają. Po obejrzeniu bardzo go chwalą.

Marta Ścisłowicz aktorka
Marta Ścisłowicz wywiad
Marta Ścisłowicz – wywiad

To jest jedna z ról, która jest nieoczywista, skomplikowana, a masz ich na swoim koncie więcej. Na przykład Baśka w „Skazanej” to kolejny kalejdoskop złożonych emocji. Grałaś także bardzo trudną główną rolę teatralną w spektaklu „Dziewczyna z pociągu”. Autentyczność na scenie, na planie wymaga od aktora więcej odwagi, czy talentu?

Jednego i drugiego, jednak najczęściej jest to rodzaj odwagi. Dla mnie aktorstwo nie jest o tym, żeby się za czymś chować – za postacią, tematem – i odtwarzać wszystko wyłącznie warsztatowo. Ja zawsze zaczynam od siebie, od swojej autentyczności. Nawet powiedziałabym, że czuję niewygodę w fałszowaniu. Uważam, że jest to kwestia decyzji. Niektórzy wolą podchodzić do tego zawodu warsztatowo, celowo nie ruszają w sobie pewnych rejestrów. W mojej ocenie jest to bezpieczniejsze, co nie oznacza, że gorsze. Myślę że to kwestia wyboru i sposobu myślenia o tym zawodzie.

Podczas naszego pierwszego spotkania, parę lat temu, powiedziałaś, że jeżeli uprawiać aktorstwo to tylko takie, które jest mocne. Rozumiem, że to nadal aktualne?

Tak, lubię mocne aktorstwo. Od naszego pierwszego spotkania zmieniło się jednak to, że mniej współpracuję z teatrami repertuarowymi. Nie jestem na etacie, jestem freelancerką. Gram też spektakle tzw. komercyjne, czyli takie, które są w zakładce rozrywka. W moim poczuciu są w klimacie dobrze podanej rozrywki – mądrej i eleganckiej.

Z jednej strony spektakle w klimacie rozrywki, ale z drugiej strony, po latach ponownie grasz w spektaklu „Caryca Katarzyna”. Ta rola wymaga od Ciebie nagości. Jaką cenę płaci się za tak częste wychodzenie ze strefy komfortu?

Jeżeli przekraczasz granice na zasadzie robię to, ale tak naprawdę tego nie chcę, to pewnie płaci się ogromną cenę. Ja wychodzę ze strefy komfortu, ponieważ sama tego chcę. Dochodzę do tego momentu, do którego chcę dojść. Nigdy nie czułam, czy to w pracy, czy w szkole, że ktoś przekracza moje granice. Prawdopodobnie też dlatego, że mam je daleko posunięte. Koszty są takie jak u wszystkich osób, które pracują – głównie zmęczenie.

A koszty na poziomie emocjonalnym? Na ile jest to wyczerpujące psychicznie?

Wiesz co, mnie to nakręca, jakby napędza. To jest dla mnie dobre zmęczenie, które mnie karmi i satysfakcjonuje. Ja mam tak.

Czyli to jest Twoja karma?

W pewnym sensie tak. Granie ciężkich, dramatycznych postaci buduje mnie, karmi i na pewno spełnia.

I zawsze tak było?

Zawsze.

Czyli karmią cię te emocje najbardziej prawdziwe, i chyba dlatego teatr tak głęboko w tobie siedzi. Domyślam się, że nie mogłabyś zrezygnować z teatru.

Nie mogłabym zrezygnować. W teatrze mam kontakt z widzem tu i teraz. Za każdym razem czuję energię widowni. To nie jest plan zdjęciowy, gdzie możesz powiedzieć stop, nie wyszło, możemy powtórzyć. Tutaj nic nie jest do końca wykalkulowane na zasadzie – teraz podejdę, zrobię trzy kroki i odpowiem. W tej pracy godzisz się na to, co niezaplanowane. I to mnie kręci, lubię być zaskakiwana. Poza tym, aktor cały czas musi być w treningu, musi grać. Te spotkania z widzami są dla aktora rodzajem treningu emocjonalnego i fizycznego.

Marta Ścisłowicz wywiad
Marta Ścisłowicz wywiad
Marta Ścisłowicz wywiad
Marta Ścisłowicz – wywiad

Jakie kawałki siebie odkryłaś, grając skomplikowane bohaterki?

Generalnie całe aktorstwo jest dla mnie drogą do poznawania siebie. Czasami małe rzeczy, które przydarzają się dzięki tej pracy, prowadzą do dużych zmian i procesów. Na przykład u mnie dzięki pracy pojawił się temat hipnozy. Najpierw poszłam z ciekawości, a potem zaczęłam terapię. Zaczęłam przyglądać się sobie, swoim decyzjom, motywacjom i wyborom. I to bardzo poszerzyło moją perspektywę na siebie, na świat.

Kiedy pojawiła się u Ciebie taka wewnętrzna potrzeba?

Wtedy miałam takie poczucie, że wszystko jest ok w moim życiu, ale mogłabym coś więcej, lepiej. Nie umiałam tego konkretnie nazwać, ale czułam, że mogłabym poprawić jakość życia. Z hipnozy jako narzędzia korzystaliśmy w spektaklu „Sprawa Gorgonowej”. Hipnotyzer, w trakcie spektaklu z poziomu postaci wprowadzał mnie w stan hipnozy. Ale oczywiście w pewnym sensie, jest to stan dość płynny między aktorem a rolą. Sama też czułam, że mogłabym coś pogłębić, choć wtedy jeszcze bez konkretów. Zaczęłam chodzić na terapię i okazało się, że jest tam bardzo dużo rzeczy do przepracowania.

Jak wygląda taka terapia hipnozą? Rozumiem, że jest się świadomym, ale emocje są głębsze?

Tak, szybciej dochodzisz do pewnych rzeczy. Jesteś w stanie pełnego relaksu, zagłębienia. Pracujesz na poziomie podświadomości, masz wyłączony racjonalizm i ocenianie, a masz dostęp do głębokich emocji, przeżyć, pragnień. Dzięki dobrze poprowadzonej terapii potrafisz to bardzo szybko zintegrować ze swoim życiem. Wydaje mi się, że dzisiaj wszyscy mamy dużą wiedzę na wiele tematów – w teorii wiemy, jak żyć, co jest zdrowe, co jest potrzebne. Jednak świadomość czegoś nie oznacza jeszcze, że uda się to w pełni zintegrować ze swoim życiem.

Czułaś intuicyjnie, że coś jest nie tak. Jakie tematy sobie uświadomiłaś?

Uświadomiło mi to bardzo wiele rzeczy. Zaczęłam je zauważać i nad nimi pracować. W terapii hipnozą zrobiłam to dużo szybciej. Dobrze przeprowadzona terapia ugruntowuje, pomaga odnaleźć swoje miejsce na świecie, buduje świadomość funkcjonowania wśród innych ludzi. Dla mnie dużym szczęściem są relacje z ludźmi, to dla mnie ogromna wartość w życiu. Po śmierci taty poczułam bardzo mocno perspektywę, że wszyscy kiedyś umrzemy, i że każde życie zmierza ku śmierci. Banalna, bolesna refleksja, ale cóż po nas tak naprawdę zostaje? Przede wszystkim wspomnienia o nas, które mają inni ludzie. Jak grasz, to może parę filmów, do których ktoś wróci, albo i nie. Relacje to wartości, o które warto dbać w życiu.

Może mogłabyś przybliżyć, jakie miałaś symptomy tego poczucia, że coś było nie tak?

Miałam po prostu takie poczucie wewnętrznych, nierozpracowanych konfliktów. Chodziło o jakość życia i poczucie szczęścia. W pewnym momencie trzeba zadać sobie kilka pytań: dlaczego robiąc to i to, nie jestem szczęśliwa? I skoro nie jestem, to po co  to w ogóle robię? Dlaczego otaczam się ludźmi, którzy wysysają ze mnie energię? Dlaczego chcę, żeby wszyscy mnie lubili? Bo to budowało moje poczucie własnej wartości. A dlaczego to moje poczucie wartości było tak bardzo zachwiane? Zapewne jednym z powodów była praca, w której ciągle wystawiasz się na ocenę; ale może to nie jedyny powód? Może nie jest ok, że bazuję głównie na opiniach innych i się nimi tak bardzo przejmuję. Z jakiegoś powodu praca z hipnozą pojawiła się na mojej drodze życiowej.

Wierzysz w to, że role przychodziły do Ciebie w danym momencie, żeby coś w sobie przepracować?

Tak, dla mnie to się zazębia. Przychodzi do mnie jakaś rola, a potem oddziałuje na mnie. Jakiemuś aspektowi w sobie przyglądasz się bliżej dzięki roli. Oczywiście mówię tu o aktorstwie na głębszym poziomie.

Marta Ścisłowicz – wywiad

Czy inni mogą zachwiać naszą pewność siebie, czy raczej sami sobie to robimy?

Sami też to robimy, jasne, ale także dajemy komuś szansę, żeby w nas zachwiał pewność siebie. Zostawiamy komuś taki wentyl, żeby to zrobił. Jest takie klasyczne pytanie: dlaczego mi to robisz? Bo mi na to pozwalasz. Trochę tak to działa. Jeżeli człowiek jest mocno zbudowany, ma silny fundament i wie, dlaczego coś robi, i czego chce w życiu, nie będzie tak bardzo podatny. Już nawet sama świadomość tego, czego się nie chce, to bardzo dużo.

Czy miałaś w głowie oczekiwania innych wobec siebie?

Mnóstwo, ale mam poczucie, że często to właśnie my sami narzucamy sobie ograniczenia i powinności.

Pamiętasz moment, w którym twoja kariera nagle nabrała rozpędu, a potem bardzo zwolniła?

Trudno teraz przywołać jeden konkretny moment. Myślę, że w aktorstwie tak się dzieje etapami. Wielokrotnie  jak to mówisz „moja kariera nabierała rozpędu” – w tym sensie, że robiłam wiele rzeczy naraz, dostawałam propozycję za propozycją, a potem, nie wiedzieć czemu, zapadała cisza.

Pytam o to, ponieważ pamiętam serial Strażacy” w TVP. Zagrałaś główną rolę kobiecą u boku Macieja Zakościelnego. W moim odczuciu byłaś wtedy na fali wznoszącej.

Tylko widzisz, mam wrażenie, że potem nie za wiele się wydarzyło. Te fale wznoszą się, potem się uspokajają, i znów opadają. Z tego, co obserwuję wiele osób z branży tak ma. Ciężko powiedzieć z czego to wynika. Nigdy nie wiesz, kiedy będzie ta fala wznosząca, dlatego cały czas trzeba być w formie, w treningu aktorskim.  Ale też nie myślę o pracy jako o „wznoszącej się fali kariery”. Co to w ogóle znaczy kariera?

Teraz jesteś w formie?

Tak, wydaje mi się, że bardzo. Po przejściu kryzysu związanego z początkami macierzyństwa, widzę po sobie, że mam dużo łatwiejszy dostęp do siebie, łatwiejszy kontakt ze sobą. Nie przejmuję się wieloma rzeczami, potrafię w zdrowy sposób odpuścić.

Czy ten kryzys miał także oblicze depresji?

W jakimś stopniu pewnie tak, ale raczej miał oblicze żałoby i przewartościowywania rzeczy. Zmiany priorytetów, redefinicji pojęć, określenia wartości. Powrotu do tego, co jest dla ciebie naprawdę ważne.

Marta Ścisłowicz – wywiad

A co zawodowo działo się te 4 lata temu?

Byłam w trakcie kręcenia pierwszej „Minuty ciszy”, w trakcie pracy nad spektaklem „Obywatelka Kane” w Starym Teatrze w Krakowie. I po drugim sezonie „Skazanej”, więc dużo się działo. Grałam też spektakl „Dziewczyna z pociągu” i „Dobrze się kłamie”. Ten drugi tytuł grałam do końca 8 miesiąca ciąży.

Prowadzisz dyskretnie swoje życie prywatne. Mam wrażenie, że większość dziennikarzy i widzów nie zdaje sobie sprawy, że jesteś mamą. Domyślam się, że to też Twoja zasługa – nie informowałaś o tym. Skąd bierze się ta dyskrecja?

Z mojej potrzeby. Nie nakręcam tej informacji. Ale umówmy się, nie jestem też szczególnie „łakomym kąskiem” dla mediów. Nie pokazuję życia prywatnego w social media – to kwestia wyboru. Nazwałam już sobie wiele rzeczy, wiem czego chcę, a czego nie. Na przykład, nie chcę być celebrytką, to nie dla mnie.

Kim jeszcze nie chcesz być?

Słabą aktorką – to pewnie już mi się nie uda ☺ Nie chcę być niespójna, nieszczęśliwa. Sfrustrowana. Zgorzkniała.

Czy w momencie kryzysu pogubiło się to czego chcesz?

Nie, raczej był to etap, który przedefiniował mnie jako człowieka. Myślę, że dla każdej kobiety pojawienie się dziecka jest takim momentem.

Etap przedefiniowana w takim sensie, że musisz oddać cząstkę siebie drugiemu, małemu człowiekowi?

Tak, wtedy wydaje ci się, że to życie, które miałaś, już nigdy nie wróci. Przeżywasz pewnego rodzaju żałobę po swoim dawnym życiu. W głowie kłębią się pytania: „Czy ja już nigdy nie będę mogła być sama? Czy już nigdy nie będę beztroska, wolna?” To jest taki etap w macierzyństwie. Dla mnie najtrudniejsze było pierwsze półtora roku, potem było już łatwiej. Bardzo szybko wróciłam do grania – córka miała wtedy 8 tygodni. I równie szybko odkryłam, że wyjście do pracy jest formą odpoczynku. Wcześniej tego nie rozumiałam, gdy koleżanki z dziećmi mówiły, że odpoczywają w pracy. Teraz rozumiem, co to znaczy oczyścić głowę w pracy i wciąż tego doświadczam.

Jakie wartości chciałabyś przekazać córce?

Chciałabym jej przekazać, że w życiu ważne są relacje, miłość i dobro. Ważne jest to, żeby lubić to, co się robi. Często powtarzam jej, że chodzę do pracy nie tylko dlatego, że muszę, ale dlatego, że to lubię. Powtarzam jej również, że trzeba tak żyć, żeby nie krzywdzić innych, że nie jest sama na świecie. Oczywiście mówię to wszystko adekwatnie do wieku 4-latki.

Jesteś mamą emocjonalną, czy taką „constans”, wyważoną, spokojną?

Staram się być „constans”, chyba jak każda mama, ale oczywiście dopuszczam do siebie emocje. Zdarza się, że daję upust uczuciom. Nie boję się popłakać i pokazać, że jest mi przykro, źle.  Widzę, że te emocje robią na niej ogromne wrażenie. Pokazuję w ten sposób, że nie jestem automatem, tylko człowiekiem. Dzieci uczą się rozpoznawać emocje dzięki temu, co widzą u nas. Często jeździmy autobusem i pamiętam, jak córka kiedyś zapytała: „Mamo, dlaczego ta pani jest smutna? ” Odpowiedziałam: „Nie wiem, może po prostu ma gorszy dzień. Czasami ludzie są smutni, nie muszą być cały czas weseli.”

Marta Ścisłowicz Prestige Bag News

Jesteś zorganizowana?

Jestem bardzo dobrze zorganizowana, myślę nawet trzy kroki do przodu. Planowanie jest szczególnie potrzebne, gdy jesteś pracującą mamą. Nie ukrywam, że to cecha wyniesiona ze śląskiego wychowania. Ale to nie jest tak, że boję się zatrzymać, i coś zmienić, tylko dlatego, że było wcześniej zaplanowane. Jestem elastyczna i reaguję na bieżąco.

Masz poczucie, że ta 4-latka jest podobna do Ciebie?

To pewnie czas pokaże…, ale czy to jest ważne, żeby dzieci były podobne?

Nic nie mówimy o partnerze w ogóle.

Bo partner, jest byłym partnerem, dlatego o nim nie mówimy.

To jak to jest z tym podobieństwem?

W pewnym sensie widzę siebie. Córka jest otwarta, radosna, towarzyska. Lubi tańczyć, jak ja to mówię lubi swoje „imprezki”. Z drugiej strony, podobnie jak ja, jest także domatorką. Lubi naturę, potrafi 20 min siedzieć, patrzeć i słuchać wodospadu. To kwestia proporcji i utrzymania balansu – raz jesteś taka, raz inna. Raz masz ochotę posiedzieć na kanapie w dresie i ugotować rosół, a raz wyjść w szpilkach na miasto. Mam w sobie wiele sprzeczności i już je oswoiłam. Umiem nimi zarządzać, wiem jak nimi „dealować”.

Na czym polega ta sprzeczność?

Jestem domatorką, a jednocześnie duszą towarzystwa, imprezowiczką. Totalnie lubię rozkoszować się byciem mamą, ale równie mocno kocham wyjść do pracy. Czasami jestem mega radosna, a czasami ogarnia mnie fala smutku, której się poddaję. Ludzie w pracy czasami są zaskoczeni, że mam w sobie tyle smutku i refleksji, czego na co dzień nie widać. Czasem jestem spokojna, a czasem potrafię się wkurzyć i wybuchnąć na całego. Chyba ludzie tak mają.

Każdy wybucha, ale za tym idzie jakaś cecha charakteru. Jesteś liderką?

Dużo ludzi mówi o mnie, że jestem kierowniczką. To chyba kwestia śląskości. To by oznaczało, że jestem liderem.  Ale nie czuję się tak. Dzisiaj uczę się oddawania pola innym. Mam też w sobie dużo cierpliwości, ale jeśli ktoś dojdzie do granicy, to już jest koniec. Granica jest daleko, ale gdy ktoś próbuje ją przekroczyć, to nie ma dyskusji.

Takie liderowanie kosztuje sporo emocji?

To jest na maksa męczące i spalające. Często kobiety robią z mężczyznami tak, że uważają, iż zrobią coś lepiej i nie oddają pola partnerowi. A potem są sfrustrowane i zmęczone. Ja nauczyłam się tego na terapii – oddawać pole partnerowi, drugiej osobie w relacji czy w pracy. Nie trzeba mieć kontroli nad wszystkim. Temat puszczenia kontroli jest szalenie ważny. To, że czegoś nie skontrolujesz, nie znaczy, że wszystko się rozleci. Trzeba zaufać. Pytałaś mnie też o wartości – wierzę, że tak wychowam moje dziecko, że będzie potrafiło samo dokonywać wyborów w tym skomplikowanym świecie. Wiem, że ludzie będą mówić jej różne rzeczy, ale chcę, żeby miała taki fundament, by sama wiedziała, co jest dobre, co złe, czego chce, a czego nie chce. Uważam, że to jest mega ważne.

Czy liderowanie może wynikać z poczucia kontroli?

Tak, uważam, że to ma bardzo ścisły związek.

Byłaś podatna na emocje innych ludzi?

Bardzo. Od razu potrafię rozpoznać, w jakim ktoś jest nastroju, i kiedyś bardzo często to przenosiłam na siebie. Bardzo się przejmowałam, jeśli ktoś miał kłopot, albo był smutny. Chciałam pomóc, albo myślałam, że to też o mnie, że coś źle zrobiłam. Teraz potrafię to rozpoznać i zachować zdrowy dystans, nie tracąc przy tym – mam nadzieję – empatii.

W tobie jest więcej siły, czy wrażliwości?

Często słyszę, że jestem bardzo silna, a jednocześnie bardzo wrażliwa. Pamiętam, gdy dostałam rolę Baśki w „Skazanej” – powiedziano mi, że właśnie ją dostałam, bo jestem „idealną mieszanką siły i wrażliwości”. Mam dostęp do obu tych cech i potrafię nimi żonglować. Kiedy chcę, jestem silna, a kiedy chcę – wrażliwa. Fajnie się z tym pracuje.

Ocena: 0 na 5.

Rozmawiała: Iwona Gielecińska

Zdjęcia: Kinga, Observatorium.pl

Super, że przeczytałaś/łeś wywiad do końca.
Nie poprzestawaj! Więcej ciekawych rozmów znajdziesz w kategorii WYWIADY.

Komentuj, nie hejtuj