Zacznę od tego, dlaczego sięgnęłam po książkę Justyny Szyc-Nagłowskiej „Na głosy dwa”.
Z ciekawości! To już jest świetny argument, prawda? Ciekawość drugiego człowieka poniekąd jest już wpisana w moje DNA. Stąd aż tyle wywiadów zrealizowałam i nigdy się nie poddałam. Wracając do ciekawości. Z tego samego powodu, najpierw przeczytałam felieton Justyny dla Onetu. Dopiero potem sięgnęłam po książkę. Urzekł mnie ten felieton, ale wiecie dlaczego? Bo mnie zaskoczył. Okazało się, że bardzo dobrze solidaryzuję się z myślą przewodnią tam zawartą. Można nie wiedzieć, jaki będzie tytuł felietonu i napisać go tak, żeby to miało sens. Można nie wiedzieć, jaki będzie kolejny krok w życiu, i świat się nie zawali. Tak to odczytałam, i sięgnęłam po książkę. I tutaj też kilka zaskoczeń!
Często padają szczere słowa – taka, która chce, ale się boi. Taka, która chce, ale szybko traci zapał.
Jeszcze nie zdążyło mi się przeczytać książki, w której autorka tak często przyznaje, że trudno jest jej się zmobilizować do pisania. Mam poczucie, że te fragmenty doskonale oddają emocje Justyny Szyc-Nagłowskiej. W końcu to autobiografia emocji. Różnych, przeróżnych stanów. Tych związanych z mobilizowaniem siebie do działania, gdy dookoła bezustannie toczy się życie rodzinne i zawodowe, jak i emocji bardzo głębokich, czasami trudnych do udźwignięcia.
Justyna Szyc-Nagłowska otworzyła się na różne tematy ze swojego życia. Szczerze wyjawia, że od lat walczy z depresją. Nawiązuje do terapii grupowej i trudnej relacji pierwszego małżeństwa. „Ja dziś wychodzę razem z Tobą z mojego kłamstwa. Z kłamstwa, które sobie fundowałam od lat jako osoba współuzależniona od przemocowych zachowań (…).” „Odpowiadasz agresją na agresję, bo to Twój odruch przetrwania”. Cytuję te zdania, żeby przytoczyć kaliber emocji. To tylko wycinek całości, ale mam poczucie, że bardzo ważny. Bardzo wymowny wątek. Rozpoczęty, może nawet niepogłębiony, ale nie zawsze wszystko trzeba opisywać wprost.
Ta publikacja to nie tylko ciężkie pociski. Bo życie nie tylko z takich się składa. To również radość, poczucie humoru, kobieca siła i umiejętność patrzenia na świat z zachwytem. Jak dobrze ujęła to autorka, jest to pewnego rodzaju wspieralnik.
Justyna Szyc-Nagłowska tworzy wręcz intymną rozmowę z czytelnikiem. Dlatego, będąc nadal w klimacie osobistego spotkania autor-czytelnik, postanowiłam napisać ten wpis. Niech ten mój skromny felieton będzie odpowiedzią na tę publikację. Doceniam szczerość z niej płynącą, umiejętność pisania w lekkim, osobistym i odważnym stylu. Nie zawsze wszystko musi być poprawne jak od linijki. Doceniam podzielenie się swoją historią i swoim patrzeniem na świat.
Wybrałam trzy cytaty z książki, które moim zdaniem warto przyswoić.
„Wchodzenie w dorosłość bez poukładanych wartości, bez kontaktu z prawdą o sobie i bez poznania siebie jest o kant dupy potłuc”.
„Zawsze chciałam robić duże kroki. Takie zauważalne, takie, żeby inni je widzieli i mówili, że je widzą, a wtedy ja wierzyłam, że naprawdę zrobiłam krok. Teraz wiem, że nikt nie musi widzieć, że ja gdzieś idę. Po prostu wciąż idę w swoją stronę”.
„Fantastyczne jest to, że człowiek może się rozwijać i zmieniać zdanie. Fantastyczne i uwalniające!”
Tak jak napisałam, sięgnęłam z ciekawości. A potem w mig dotarłam do końca. Dlaczego? Bo lubię konfrontować własne przemyślenia z inną perspektywą patrzenia na świat. Taka konfrontacja własnych myśli z myślami innych potrafi wiele wnieść pozytywnego. Zachęcam Was do czytania.
