Pola Gonciarz: „Największą walkę toczy się w sobie”.

"Często robię wszystko na przekór, również wbrew swoim obawom." - opowiada aktorka Pola Gonciarz. Przeczytaj specjalny wywiad dla Prestige Bag News.

Pola Gonciarz – wywiad o nowej roli, odwadze i życiowych decyzjach. Jak sama wspomina, często idzie przez życie pod prąd, na przekór własnym obawom. Zagrała trudne, intymne sceny w filmie „Druga Furioza”. Debiutowała na scenie Teatru 6. Piętro. Przygodę z kamerą rozpoczęła już jako nastolatka w serialu „Na dobre i na złe” i kontynuuje ją do dziś. Obecnie przygotowuje się do premiery spektaklu „Antropologia”. To rozmowa o prawdzie, wychodzeniu ze strefy komfortu i własnych wyborach.

WYWIAD

Będziemy mogli zobaczyć cię w nowym spektaklu „Antropologia” w Teatrze 6 Piętro. Wcielasz się w postać Angie. Jak czujesz się w tej roli?

Ta rola na pewno jest dla mnie dużym wyzwaniem. Pierwszy raz w życiu będę grała, można powiedzieć, podwójną rolę w jednym spektaklu. Nie chciałabym zdradzać za wiele szczegółów przed premierą, ale na pewno ta rola będzie mnie dużo kosztowała – emocjonalnie, fizycznie.

Jaka była Twoja reakcja po przeczytaniu scenariusza?

Przeczytałam scenariusz i od razu chciałam iść na próbę i działać. Uważam, że między innymi stawia ważne pytanie – kogo chcemy wybrać w swoim życiu? Kogoś kto nas kocha, jest fizycznie obecny, ale jednocześnie może nas zranić, czy kogoś, kto zawsze powie nam to, co chcemy usłyszeć? Oczywiście pytań stawiamy dużo więcej to jedynie zalążek tego, co pojawia się w spektaklu.

Masz takie wrażenie, że zawsze mówimy to, co inni chcą usłyszeć?

Trudne pytanie. Z jednej strony chcemy być szczerzy, a z drugiej nie chcemy nikomu zrobić przykrości. Nauczono nas, że zawsze trzeba być miłym dla wszystkich. Ciężko zdecydować, czy powiedzieć szczerze, czy jednak nie. I to z kolei objawia się w drugim spektaklu, w którym gram w Teatrze 6. Piętro – „Bliżej”. Tam jeden z bohaterów stawia pytanie: Dlaczego powiedziałaś mi prawdę? „Spróbuj dla odmiany kłamstwa. Kłamstwo to waluta całego świata”.

Czy kiedyś usłyszałaś o sobie jakąś prawdę, której nie chciałaś usłyszeć?

Na pewno zdarzyło się coś takiego. Myślę, że czasami słyszymy o sobie rzeczy, które bolą. Najbardziej jednak boli, kiedy nasza intencja z założenia jest dobra, a ktoś inaczej ją przeczyta. Moim zdaniem szczerość jest bardzo ważna, zwłaszcza w relacjach z partnerem, partnerką.

Czy sama jesteś wstanie powiedzieć komuś prawdę?

Zanim powiem komuś coś bardzo szczerego, muszę to dobrze przemyśleć. Rozważyć, jak to wpłynie na tę osobę i czy ta sytuacja jest tego warta. Mówię tutaj o drobnostkach, nie o poważniejszych sprawach. Zawsze staram się być szczera, ale mam z tyłu głowy, czy ta osoba naprawdę potrzebuje usłyszeć taką informację, czy lepiej zachować ją dla siebie.

Powiedziałaś, że po przeczytaniu scenariusza od razu chciałaś zacząć działać. Czy to właśnie scenariusze tak Cię motywują, czy po prostu jesteś osobą, która zawsze rwie się do pracy?

Ogólnie jestem osobą rwącą się do pracy, z małą liczbą dni wolnych w kalendarzu. Rzadko bywam na wakacjach, ale rwę się też dlatego, bo ujął mnie ten spektakl. Grają w nim same kobiety: Kasia Figura, Helena Sujecka, Ada Kalska, a reżyserką jest Katarzyna Warnke. To nie będzie feministyczny spektakl, ale będzie o silnych kobietach, które chcą być niezależne.

Kobieca energia pomaga w pracy?

Super, że mamy tylko kobiecą energię. Przyznam, że na studiach miałam już takie doświadczenia, ale każde spotkanie i wymiana energii to dla mnie bardzo cenne, nowe doświadczenie.

Pola Gonciarz wywiad
Pola Gonciarz wywiad

Reżyserką spektaklu jest Kasia Warnke. Jak układa się Wasza współpraca?

Kasia pracuje na prawdzie i realności. Mamy bardzo dużo prób poświęconych szczerości i to jest dla mnie bardzo ciekawe doświadczenie. Pracujemy na autentycznych i głębokich emocjach, bardzo dużo od niej czerpię – inspiracji, pomysłów.

Czy jest reżyserką, która daje swobodę aktorom, czy prowadzi bardzo precyzyjnie?

Kasia bardzo często za nami podąża. W takim sensie, że inscenizujemy zaplanowaną scenę, a Kasia podąża za tym, co podpowiada nam intuicja. Bardzo często mówi ok, a teraz spróbujmy inaczej, bo na przykład ta postać w tym momencie zachowałaby się inaczej, jej charakter nie pozwala na to, żeby postąpiła w ten sposób. Daje nam swobodę, ale także swoje precyzyjne wskazówki i propozycje.

Znałyście się wcześniej, zanim zaczęłyście pracować nad spektaklem?

Nie znałam wcześniej Katarzyny Warnke. Natomiast Helenę Sujecką poznałam kilka lat temu podczas kręcenia filmu w reżyserii Małgorzaty Szumowskiej i Michała Englerta „Kobieta z…”, a z Kasią Figurą i Adą Kalską poznałam się wcześniej podczas koncertów w Teatrze 6. Piętro.

Spektakl „Antropologia” porusza także temat sztucznej inteligencji – uświadamia, że w sieci nic nie ginie. AI może odtworzyć nasz głos, wizerunek, a nawet sposób komunikowania się. Czy to Cię przeraża?

Dla mnie to jest bardzo przerażające. Zwłaszcza to, co będzie się działo za jakiś czas – zawody artystyczne i nie tylko stoją pod dużym znakiem zapytania. Bardzo nie chciałabym, żeby sztuczna inteligencja zastępowała m.in aktorów, wokalistów czy fotografów. Nie wyobrażam sobie, że idziemy na koncert, a przed nami występują hologramy nieżyjących artystów. Brzmi to absurdalnie. Może na początku faktycznie zachłyśniemy się technologią, będzie efekt „wow”, ale później zatęsknimy za tym, co jest prawdziwe i namacalne. Nie wyobrażam sobie świata artystów, bez prawdziwych ludzi. Nigdy nie miałam obsesji na punkcie żadnego artysty, ale wiem, że niektórzy są ogromnymi fanami – potrafią pojechać za swoim idolem na drugi koniec świata tylko po to, żeby zrobić sobie z nim zdjęcie. Ludzie potrzebują takich prawdziwych doświadczeń. Potrzebują bliskości i autentycznych relacji.

Czy jest jakaś Twoja cecha, której nie chciałabyś, żeby sztuczna inteligencja odtworzyła?

Z tego, co wiem, sztuczna inteligencja kompletnie nie ma poczucia humoru. Zawsze staram się podchodzić do życia z dystansem. Mam wrażenie, że „betonowe” żarty są moim znakiem rozpoznawczym. Jeżeli sztuczna inteligencja dopracuje swoje poczucie humoru, to poczuję się zagrożona i chyba zacznę troszeczkę trząść się ze strachu.

Chciałabyś, żeby widzowie wyszli po spektaklu z jakimś szczególnym przesłaniem, emocją?

Zawsze chciałabym, żeby widzowie wynosili coś dla siebie. W „Antropologii” stawiamy bardzo na relacje międzyludzkie, emocje między rodziną, partnerami. Nie chcę narzucać nic szczególnego. Uważam, że każdy sam chwyci dla siebie jakąś myśl, która zostanie z nim na dłużej w trakcie i po spektaklu.

Czy aktorstwo daje ci poczucie bezpieczeństwa?

W tym momencie, w którym jestem, nie mogę narzekać na brak pracy. Jednak każdego dnia mam z tyłu głowy, że kiedyś może się to skończyć – telefon może przestać dzwonić albo wydarzy się coś w moim życiu, przez co będę musiała przerwać obecny tryb pracy. Do tego dochodzi sztuczna inteligencja, która może zastąpić człowieka. Pod tym względem czuję pewne zagrożenie. Jestem duszą artystyczną – za każdym razem, gdy myślę o czymś dodatkowym, innej pracy, którą mogłabym wykonywać, to i tak przychodzą mi do głowy rzeczy związane z kreatywnością: szydełkowanie, malowanie obrazów.

Pola Gonciarz wywiad
Pola Gonciarz wywiad

Twoja pracowitość wynika z ambicji czy z poczucia, że musisz łapać każdą okazję.

Właśnie nie wiem, skąd wynika ten mój pracoholizm. Myślę, że od kilkunastu lat jestem w takim trybie i chyba nie umiem sobie wyobrazić inaczej. Zaczęłam pracę na planie „Na dobre i na złe”, gdy miałam 15 lat, i łączyłam ją ze szkołą baletową. Po zajęciach w szkole miałam także dużo zajęć dodatkowych. Mam poczucie, że cały czas muszę coś robić. Kiedy siedzę w domu i nic nie robię, zaczynam się stresować. Nie potrafię w ogóle odpoczywać.

Gdy zaczynałaś pracę na planie, byłaś jeszcze nastolatką. Zastanawiam się, na ile była to twoja decyzja, a na ile decyzja rodziców, że zostałaś aktorką.

Gdy poszłam na casting „Na dobre i na złe” byłam jeszcze w szkole baletowej. Wtedy w ogóle nie myślałam jeszcze o aktorstwie. Przypuszczałam, że zagram 3 sceny w „Na dobre i na złe”, które miałam ustalone i dziękuję…, do widzenia. I to do widzenia trwa już 12 lat. I niech trwa jak najdłużej! Pamiętam jak tata odwodził mnie od szkoły baletowej, mówił, nie idź, bo to bardzo ciężka praca, jedna kontuzja i będziesz musiała zmienić zawód. Tam za rogiem są fajne ciasta, chodź zjemy! – namawiał mnie. Jednak, ja się uparłam.

A jak było z aktorstwem? Rodzice również ci odradzali?

Może nie tak bardzo jak szkołę baletową. Przedstawiali swoje obawy, ale nie było to w żaden sposób narzucające czy agresywne. Wspominali, że to trudny zawód – cały czas trzeba chodzić na castingi, to trochę jak ciągłe wysyłanie CV, za każdym razem zaczynasz od zera. Przestrzegali, ale zawsze trzymali za mnie kciuki. Rodzice są dla mnie ogromnym wsparciem, mimo że zawsze dokonuję własnych wyborów. Pamiętam jak codziennie, wracając ze szkoły baletowej, mijałam ulicę Miodową i tę wielką rękę na balkonie budynku Akademii Teatralnej. Moje myśli krążyły w tym kierunku. Wtedy zaczynałam myśleć także o śpiewaniu. Bardzo chciałam to połączyć i wybrałam specjalność wokalno-aktorską. Nigdy w życiu nikt mnie do niczego nie namawiał, nie zmuszał. Ba! Nawet często robię wszystko na przekór – również wbrew swoim obawom. Poszłam do Akademii Teatralnej także dlatego, bo bardzo bałam się sceny. Miałam doświadczenie pracy w serialu, ale wiedziałam, że jeśli chcę przestać bać się teatru, muszę iść do akademii.

Czy w odniesieniu do szkoły baletowej możesz powiedzieć, że twoi rodzice mieli rację?

Z perspektywy czasu cieszę się, że byłam w szkole baletowej. Nauczyłam się tam bardzo wielu rzeczy, mimo różnych trudności. Nigdy nie miałam problemu z nauczycielami ani z zajęciami, raczej z rówieśnikami. Spotkało mnie wiele bardzo nieprzyjemnych sytuacji. Koledzy, koleżanki nie bardzo mnie lubili. Nie wiem, czy wynikało to z jakiejś zazdrości, trudno mi to dziś ocenić. Dochodziło nawet do takich sytuacji, że moja mama bała się, że coś złego się wydarzy. Że ktoś wymyśli sposób, żeby jakoś wyeliminować mnie, na przykład z udziału w konkursach. Pod tym względem nie był to przyjemny czas.

Czy to było traumatyczne doświadczenie? Domyślam się, że zostawia ślad na dalsze życie.

Może nie traumatyczne, ale wiem, że zamknęło mnie to na relacje z innymi ludźmi. Jestem introwertykiem i bardzo trudno jest mi nawiązywać nowe znajomości. Oczywiście staram się poznawać nowych ludzi. Jeżeli już wiem, że osoba jest „bezpieczna”, że można z nią z dystansem pożartować, zaczynam czuć się swobodniej. Ale na samym początku muszę wyczuć człowieka, czy nadajemy na tych samych falach. Dużo kosztowało mnie także wyjście z trybu ciągłego oceniania. W szkole padało w stosunku do mnie wiele nieprzyjemnych komentarzy. Kiedy tańczyłam, również docierały do mnie różne szepty na mój temat. Takie ocenianie zostaje w człowieku.

Na co najbardziej rzutuje ciągłe ocenianie?

Na początku, jeszcze jako nastolatka, z tego powodu oceniania chciałam uciekać z castingów. Takie doświadczenia, ciągłe ocenianie i śmiechy wpływają także na codzienność. Pamiętam taką sytuację – siedziałam w autobusie, gdy wsiadała grupa nastolatek. Śmiały się z czegoś, prawdopodobnie po prostu z tego, o czym rozmawiały. A ja od razu myślałam, że śmieją się ze mnie, bo na przykład mam niezawiązane, niemodne buty albo gdzieś się ubrudziłam. Natychmiast brałam to do siebie. Bardzo dużo czasu zajęło mi zrozumienie, że to w ogóle nie dotyczy mnie, a te śmiechy, które od razu kojarzyły mi się ze śmiechem koleżanek ze szkoły, wcale nie były skierowane do mnie. Trochę mi zajęło uwolnienie się od takiego nastawienia.

Pola Gonciarz wywiad

Czy teraz, z perspektywy czasu, możesz powiedzieć, jak to przepracować? Przetrwałaś, choć mogłaś powiedzieć, że następnego dnia już tam nie pójdziesz. W okresie nastoletnim rówieśnicy są bardzo ważni.

Oczywiście to nie jest tak, że nie miałam momentów zwątpienia. Kiedyś powiedziałam, że chcę odejść, nie wracam, bo to nie ma sensu. Ale nauczycielka baletu, która mnie prowadziła, bardzo mnie mobilizowała. Powiedziała, że to już końcówka szkoły, żebym wytrzymała, że dam radę. Myślę, że wtedy bardzo mnie wsparła. Moi rodzice wiedzieli o wszystkim. Przeżywali to razem ze mną i starali się pomóc, jak tylko mogli. Jednak tak naprawdę, największą walkę toczy się w sobie i nie można się poddawać. Trzeba iść do przodu, rozmawiać o tym i nie tłamsić tego w sobie. Miałam z tyłu głowy, że to kiedyś minie. W szkole baletowej po każdym roku była selekcja. Niektóre z tych osób, które mnie obrażały, nie przeszły do następnej klasy albo same zrezygnowały. Z czasem to wszystko zaczęło się wykruszać.

Jak patrzysz na te emocje dzisiaj?

Dzisiaj pamiętam to jak przez mgłę, bo to już za mną. Ale jakkolwiek to nie zabrzmi absolutnie jestem wdzięczna, że trafiłam do szkoły baletowej. Przygotowała mnie do życia – jestem gotowa na wszystko. Uważam, że w życiu wszystko dzieje się po coś. I ta sytuacja z koleżankami też wydarzyła się po coś. Takie doświadczenia uświadamiają, że problem nie leży w nas, tylko w tej drugiej osobie, która na przykład nam zazdrości. Prosty przykład – grasz w serialu, a ktoś ma takie samo marzenie jak ty i zaczyna cię obrażać, bo sam tego nie ma. Bo możesz się z czymś nie zgadzać, kogoś nie lubić lub mieć inne zdanie, ale uważam, że zawsze trzeba podchodzić z szacunkiem i konstruktywną krytyką do drugiego człowieka.

Czy myślisz, że gdyby nie szkoła baletowa, nie otrzymałabyś roli Eli w filmie „Druga Furioza”? Szukali aktorki, która umie tańczyć balet?

Myślę, że tak. Od samego początku wymagano od aktorki umiejętności tańca klasycznego. Ciekawe pytanie, bo jak teraz o tym myślę, to przypuszczam, że gdybym nie chodziła do szkoły baletowej, pewnie w ogóle nie poszłabym w kierunku aktorstwa. Robiłabym coś zupełnie innego i prawdopodobnie nigdy nie miałabym możliwości podejścia do castingu.

Czy z perspektywy czasu uważasz, że rola Eli była dla młodej aktorki bardziej skarbem czy szufladką?

Nie uważam, żeby ta rola była dla mnie szufladką. Poza tym wydaje mi się, że chyba za wcześnie, żeby o tym mówić. Cieszę się z każdej pracy. Zresztą dzięki tej roli zyskałam nowe doświadczenia w życiu prywatnym. Na co dzień, kiedy idę ulicą, wzrok mam skierowany raczej w dół, ale do roli Eli, mogłam zmienić na chwilę swój wizerunek i kiedy przefarbowałam włosy i wiedziałam już, jaką postać muszę zbudować, od razu zaczęłam chodzić z podniesionym wzrokiem. Czułam się taka wolna. Ta zmiana włosów naprawdę bardzo dużo mi dała. Niesamowite doświadczenie. Potrzebowałam tej zmiany, bo dzięki niej mogłam myśleć o tej postaci w inny sposób.

Jaki poziom stresu towarzyszył Ci przed trudnymi, intymnymi scenami? Czy zdarzały się nieprzespane noce?

Stresowałam się, bo po raz pierwszy mierzyłam się z tak trudnymi, intymnymi scenami. Na szczęście nie miałam nieprzespanych nocy, głównie dlatego, że na planie panowała bardzo dobra atmosfera. Czułam się zaopiekowana przez koordynatorkę intymności, reżysera oraz Mateusza, z którym grałam te sceny. Nie czułam się w żaden sposób zagrożona. Dopiero dzień przed premierą filmu dotarło do mnie, że to już się dzieje. Ludzie zobaczą to, co stworzyliśmy. Zaczęłam się zastanawiać, jak to przyjmą. Obawiałam się, że nie każdy odbierze to w formie artystycznej, tylko pomyślą: o! Rozebrała się, żeby się rozebrać.

Miałaś do zagrania bardzo trudną scenę w apartamencie Goldena. Najpierw widzimy, jak stoisz plecami do kamery i patrzysz przez wielkie okno na morze. Za chwilę odwracasz się do kamery, stajesz przodem, totalnie naga. I grasz z lekkością na twarzy. Zastanawiam się, jak trzeba to przepracować wewnętrznie, żeby zrobić to właśnie z taką swobodą. Oczywiście jesteś aktorką, ale jesteś także kobietą, która musi się obnażyć.

Z jednej strony wiele osób zarzucało, że ta intymna scena była niepotrzebna, ale z drugiej strony pamiętajmy, że odtwarzamy prawdziwe życie. Czy ludzie w takich sytuacjach ubierają się pod kołdrą, a potem wychodzą z łóżka? No nie. Eli, moja postać, chciała być wolna, niezależna. Przełamała granice grzecznej dziewczynki, która cały czas wszystkich słuchała i zadowalała. W końcu odważyła się zrobić coś inaczej, otworzyła się na nowe i teraz stoi po prostu naga… przed sobą, przed wszystkimi. To normalne, że po takim akcie kobieta patrzy na piękne morze i myśli: „Co ja właśnie zrobiłam? Poszłam do łóżka z największym łobuzem”. Podchodzę do tego z perspektywy artystycznej. Rozmawialiśmy o tych scenach już na etapie scenariusza – czy są potrzebne dla naszych postaci. Uznaliśmy, że jeżeli mamy odtwarzać prawdziwe życie, to właśnie tak by to wyglądało.

Rozumiem, że przy takich scenach myśli się o jak najmniejszej ilości dubli?

Raczej tak. Sceny intymne to takie, które chciałoby się kręcić jak najkrócej. Reżyser był na tyle wyrozumiały, że nie męczył nas dużą liczbą powtórek. Wiedział, że to nie jest proste i ile emocji oraz pracy nas to kosztuje. Niektórzy sądzą, że skoro wszystko tak dobrze wygląda na ekranie, to musi dziać się naprawdę. Nie, tak nie jest. Przy takich scenach naprawdę nie myśli się o tym, czy to jest przyjemne. W głowie ma się wtedy wyłącznie choreografię, bo do takich intymnych scen również jest układana. Muszę pamiętać na przykład, że po tym, jak przejedzie ręką po moich plecach, mam się odwrócić. A potem, kiedy złapie mnie za rękę, muszę go pocałować. W głowie cały czas ma się więc kolejność tego, co po czym następuje.

Irytują cię tego typu pytania o sceny intymne?

Nigdy mnie nie irytują. Trochę boli mnie to, że niektórzy spłycają tę rolę wyłącznie do tych scen i nie pytają o nic innego. Z drugiej strony rozumiem ciekawość ludzi.

Wywiad z aktorką Polą Gonciarz

Myślę, że najbardziej ciekawi, jak pokonać dyskomfort. Na ekranie widzimy piękne ciało. Czy dobrze czujesz się we własnej skórze?

To nie jest tak, że czuję się wspaniale w swoim ciele. Mam sporo kompleksów. Zawsze znajdę coś, do czego mogłabym się przyczepić – tu mam za dużo, tam za mało. Nie chcę mówić o konkretach, bo inni zaczną zwracać na to uwagę. Nie chcę też wyjść na hipokrytkę. Wiem, że nie jestem szpetną osobą, ale też nie uważam się za ideał. Tak to ujmę. Do scen intymnych podeszłam zadaniowo – moja głowa po prostu przełączyła się na tryb wykonania zadania.

Czułaś odpowiedzialność za tę rolę, czy ją udźwigniesz?

Tak, ale najbardziej bałam się tego, jak ludzie przyjmą Eli. Pomyślałam sobie: gdzie w filmie o bandziorach nagle pojawia się baletnica, która tańczy taniec klasyczny? Bałam się, że w oczach widzów będzie wiało nudą. Kiedy obejrzałam film, przekonałam się, że wszystkie pozostałe sceny były bardzo intensywne, pełne akcji, a momenty z Eli dawały widzowi chwilę oddechu. Uważam, że zostało to bardzo dobrze wyważone. Ludzie pisali w komentarzach i mówili mi prywatnie, że ta rola była na plus dla filmu, bo dzięki niej można było na chwilę odetchnąć.

Czy do tej pory spotykasz się z reakcjami, komentarzami lub wiadomościami dotyczącymi tej roli?

Różnie bywa. Oczywiście teraz nie ma już tak wielu opinii jak po samej premierze. Najczęściej ludzie komentują moje włosy. Piszą, żebym wróciła do białego koloru, bo świetnie w nim wyglądałam. Teraz wyglądam 7/10, a wtedy było 100/10. 🙂

Pamiętasz casting do tej roli? Jaką scenę musiałaś odegrać i co usłyszałaś po przesłuchaniu?

Grałam scenę, w której Eli dowiaduje się kim tak naprawdę jest Golden. I ważna była jej reakcja. Pamiętam, że byłam bardzo zestresowana castingiem, bo zależało mi na tej roli. Myślę, że dałam z siebie wszystko. Dostałam bardzo dobry feedback od reżysera. Od razu przechodziliśmy do tego, że na pewno będą sceny intymne, i jak się z tym czuję.

O castingu dowiedziałaś się od Mateusza Damięckiego?

Nie, informację o castingu dostałam od agencji.

Wcześniej pracowaliście z Mateuszem Damięckim przy spektaklu „Bliżej”. Czy to miało jakikolwiek wpływ na to, że ponownie zagraliście razem?

Pracowaliśmy wcześniej, ale o to trzeba by zapytać reżysera, bo to on decyduje o obsadzie. Myślę, że fakt, iż znamy się z Mateuszem i czuję się przy nim bezpiecznie, miał wpływ na trudne sceny. To zaufanie na pewno pozytywnie wpłynęło na relację Goldena i Eli.

Pola Gonciarz aktorka

Czy jest jakaś cecha Eli, którą chciałabyś sobie przypisać?

Chciałabym, podobnie jak Eli, potrafić się odważyć. Często mam z tym problem. Marzę o różnych rzeczach, na przykład o nagraniu własnej piosenki, ale brakuje mi odwagi, żeby zrobić pierwszy krok. Sama siebie zniechęcam, myśląc – Kto będzie tego słuchał? Nie mam charakterystycznego głosu. Eli potrafiła rzucić się w relację z Goldenem i przełamać wszystkie swoje schematy, a dla mnie to wciąż jest coś trudno osiągalnego. Może kiedyś też się odważę.

Pochodzisz z artystycznej rodziny?

Moi rodzice poznali się, występując w musicalu „Metro” Janusza Józefowicza. Razem tam tańczyli. Moja mama była tą „żywą skakanką”, przez którą inni skakali. Obecnie tata jest reżyserem w Teatrze Muzycznym Roma, a mama nie jest już związana ze światem artystycznym.

Współpracujesz z tatą?

Generalnie nie współpracuję z moim tatą. Tak jak wspominałam, zawsze robię wszystko na przekór. Nigdy nie chciałam skorzystać z takiej możliwości. Nigdy o nic nie prosiłam. Co mi z tego, że tata zadzwoniłby do kogoś i powiedział, weź moją córkę do tego i tego. Jaką miałabym satysfakcję z tego, że wykona telefon i mnie gdzieś umiejscowi? Nie wykonałabym żadnej pracy, nie przeszłabym castingu i nie wyniosłabym z tego niczego nowego dla siebie.

Czy otrzymywałaś od taty jakieś wskazówki? Z pewnością inaczej spogląda na twoją pracę jako reżyser.

Zawsze rzuci okiem na to, co robię. Doda swój komentarz, bo ma inne spojrzenie. Szczerze powie, jeżeli coś jest dobre, i odwrotnie – jeżeli nie jest. Wiem, że nigdy mnie nie oszukuje, więc mam w nim wsparcie w tym zakresie. Mama, przez to, że była związana z gimnastyką sportową i grała w musicalu „Metro” też potrafi obiektywnie ocenić, ale wiadomo, jak to mama – nawet kiedy wiem, że mi nie poszło, zawsze podniesie mnie na duchu. Tata szczerze, do bólu powie, co myśli, mimo że zawsze mówi, że jestem jego oczkiem w głowie. Ale wiadomo, każdy ma inny charakter.

Czyli rodzice od początku byli wyrozumiali, jeżeli chodzi o twoją rolę Eli?

Tak. Wsparcie rodziców jest po prostu nieocenione. Nie wyobrażam sobie, żeby ich nie mieć.

Rodzice są surowymi recenzentami?

Tata czasami bywa surowy, a mama mniej. Nawet kiedy coś mi nie wyjdzie, powie – nie przejmuj się. Tym razem poszło ci gorzej, ale następnym razem będzie dobrze.

Masz więcej cech mamy czy taty?

Zdecydowanie mamy.

Oczko w głowie… Jesteś jedynaczką?

Tak, jestem jedynaczką. Zawsze marzyłam o rodzeństwie, najlepiej o starszym bracie, ale to już fizycznie niemożliwe.

Czy kiedykolwiek żałowałaś jakiejś swojej decyzji?

Na ten moment nie żałuję swoich decyzji. Myślę, że wszystko przydaje mi się w życiu. Nawet jeżeli wiem, że jakaś współpraca nie jest przyjemna, to przynajmniej dowiaduję się czegoś o sobie. O tym, w jaki sposób nie chcę już pracować albo jakich ról nie chciałabym grać. Oczywiście nie będę wybiegać w przyszłość, bo przecież nigdy nie mów nigdy.

Rozmawiała: Iwona Gielecińska

Zdjęcia: Kinga, Observatorium.pl

Super, że przeczytałaś/łeś wywiad do końca.
Nie poprzestawaj! Więcej ciekawych rozmów znajdziesz w kategorii WYWIADY



Komentuj, nie hejtuj