Anna Czartoryska-Niemczycka

Chętnie łączy aktorstwo ze śpiewem. Dzisiaj wraca do korzeni i jeszcze bardziej oddaje się swojej ukochanej muzyce. „Witamina L” to najnowszy utwór, a w planach cały album. Co próbuje przekazać? Co jest dla niej największym bogactwem w życiu? Jakie wartości stara się wpajać swoim dzieciom? Czy sztuka wychowania to taka trudna sztuka?

WYWIAD 

„Witaminą L” chyba próbujesz przekazać swoją radość życia?

„Witamina L” to wszystko to, co nas otacza, uszczęśliwia i resetuje, co sprawia, że chce się nam żyć i dzięki czemu wszystkie troski odchodzą na dalszy plan. Ta piosenka jest trochę, jak cukierek albo czekoladka, po którą sięgamy dla przyjemności. Wystarczy jej posłuchać, by poprawić sobie nastój.

Reszta również będzie w takim klimacie?

Płyta będzie bardzo różnorodna tak, jak ja oraz osoby, które znajdują się w podobnym momencie życiowym. Powstawała przez bardzo długi czas, w punkcie zwrotnym mojego życia, kiedy wszystko się zmieniło.

Masz na myśli macierzyństwo?

Tak. To była prawdziwa rewolucja. Większość piosenek powstało wcześniej, ale nagrywałam przez cały czas, nawet będąc w ciąży. Kończyłam z jednym dzieckiem w nosidle, a z drugim w brzuchu. Przez to, że towarzyszyło mi w tym czasie tyle emocji, poruszam na płycie wiele tematów. Można spodziewać się na niej też różnych gatunków muzycznych.

Tytuł jest dość przewrotny. Myślisz, że ludzie potrzebują tej „Witaminy L”?

Tak, ponieważ każdy z nas może mieć podobne doświadczenia i wspomnienia, do których odwołuje się „Witamina L”. Teledysk nakręciliśmy w rejonie, w którym jako dziecko spędzałam wszystkie rodzinne wakacje, czyli na Mazurach. W tym roku zabrałam tam swoje dzieci i uzmysłowiłam sobie, że każdy z nas ma takie swoje miejsce na ziemi. U mnie zatoczył się pewien krąg. Dziś moja Babcia, szykuje dla Ksawerego i Janeczki swoją przepyszną zupę pomidorową, którą i ja, i moje mama uwielbiałyśmy, gdy byłyśmy dziećmi. „Witamina L” odwołuje się do podobnych wspomnień – do ulubionego miejsca, smaku letnich owoców, zapachu lasu, pierwszej samotnej wyprawy albo pierwszej wakacyjnej miłości. Myślę, że w dzisiejszych czasach, gdzie często jesteśmy podzieleni, widzimy w drugim człowieku wroga, którego nie jesteśmy wstanie zrozumieć, warto pamiętać, że być może ma podobne zaplecze do nas i być może jest jakaś płaszczyzna, na której moglibyśmy się porozumieć.

Jesteś sentymentalna?

Taki sentyment z westchnieniem nad tomikiem romantycznej poezji jest mi daleki. Być może „Witaminą L” odwołuję się do sentymentalnej nuty w nas, ale staram się to traktować z dystansem i poczuciem humoru. Bawi mnie łączenie zjawisk, faktów, wspomnień i odniesień (pop)kulturowych w zaskakujące i interesujące mieszanki.

Płyta będzie bardzo różnorodna tak, jak ja oraz osoby, które znajdują się w podobnym momencie życiowym. Powstawała przez bardzo długi czas, w punkcie zwrotnym mojego życia, kiedy wszystko się zmieniło.

Twoje dzieciństwo to sielanka, czy jednak pewne trudności, bolączki?

Moje dzieciństwo było bardzo beztroskie. Można powiedzieć, że wychowywałam się pod kloszem.

W sensie Ania nie rób tego, Ania nie rób tamtego…?

Nie. Rodzice wychowywali mnie, żebym była otwarta i odważna, ale jednak ostrożna. Informowali mnie o różnych zagrożeniach tego świata, ale niczego nie zabraniali. Mam świadomość tego, że przez moją sytuację rodzinną i warunki, w których się wychowywałam byłam w naturalny sposób izolowana od pewnych zjawisk i trosk tego świata. Gdy miałam 6 lat wyprowadziliśmy się do Holandii, później mieszkaliśmy w Norwegii. Wielokrotne przeprowadzki bardzo mnie ukształtowały. Wychowywałam się w akceptacji, tolerancji, w otoczeniu, gdzie ludzie zwracają się do siebie w sposób pełen szacunku.

Domyślam się, że talent muzyczny masz po mamie, ale oczywiście mogę się mylić 🙂

Mój Tata nie jest muzykiem, tylko dyplomatą, ale ma świetny słuch i również bardzo ładnie śpiewa. Być może to po nim po części odziedziczyłam talent muzyczny 🙂 Oboje Rodzice wspierali mnie podczas nauki w szkole muzycznej, a potem gdy studiowałam na Akademii Teatralnej. Moja mama, która była śpiewaczką operową, otworzyła mnie na świat muzyki i sztuki, była też moją pierwszą nauczycielką śpiewu. Z Tatą często rozmawialiśmy o historii teatru, historii w ogóle oraz literaturze, którą czytałam w szkole. 

Posiadasz wizerunek grzecznej, wyważonej i uporządkowanej kobiety. Czy w Twoim życiu kiedykolwiek pojawił się bunt, np. w wieku nastoletnim?

Gdy byłam nastolatką moi rodzice rozwiedli się. Mieszkałam wtedy z Mamą, która jest bardzo otwartą i tolerancyjną osobą. Moja główna frustracja polegała raczej na tym, że nie miałam przeciwko czemu się  buntować. Nawet trochę próbowałam. Jednak dzisiaj, gdy patrzę wstecz na tamte czasy widzę, że mimo wszystko bardzo niewinnie się ten bunt objawiał. Oczywiście lubiłam wychodzić na imprezy, tańczyć, śpiewać i spotykać się z ludźmi. Nie żyłam w jakiejś totalnej izolacji. Wszystko było ze mną wporządku 🙂

Wychowanie dziecka to w ogóle nie taka prosta sprawa, kiedyś może było łatwiej. Z pewnością sama tego doświadczasz.

Wychować 3-latka, który już ma własne zdanie rzeczywiście nie jest łatwo. Żyjemy w świecie ogromnych możliwości, ale ta wielość informacji, atrakcji, pokus i niebezpieczeństw bywa i dla dzieci i dla dorosłych przytłaczająca. Na szczęście my także wiemy dziś dużo więcej na temat rozwoju, potrzeb i możliwości małych dzieci. Dzięki temu nie musimy wychowywać ich „w ciemno”. Ale jestem dopiero na początku tej długiej drogi. Już zastanawiam się, co mnie będzie czekać dalej!

Śpiewasz „L jak Love, L jak lody waniliowe”. Czy nie obawiałaś się, że tekst zostanie odebrany jako banalna śpiewanka? Teraz artyści tak owijają teksty. Czasami słuchacz sam nie wie o co chodzi.

Separator image Opublikowano w Wywiady.

2 Comments

Add Yours

Dodaj komentarz