Zdarza się, że widzowie są zbulwersowani, oburzeni. Ich reakcje bywają przesadne.
Marta Ścisłowicz gra w popularnych polskich serialach. Na wiosnę ruszy nowa produkcja z jej udziałem – serial Strażacy. Marta zagra jedną z głównych ról. Wcieli się w postać kobiety odważnej i niezależnej. Aktorka, sama również w życiu podejmuje odważne gesty. Nie dajcie się zwieść, że Marta gra jedynie role grzecznych postaci. To aktorka wszechstronna, która nie wyznacza sobie granic własnych możliwości. Grając carycę Katarzynę obnażyła się przed widzami, dosłownie i w przenośni. Jak bardzo rola carycy wpłynęła na jej karierę? Nagradzana wielokrotnie za tę rolę mogłaby powiedzieć już dość tego rozbierania. Ile jest wstanie znieść dla sztuki? Zapytałam. Przeczytajcie wywiad z Martą Ścisłowicz.
Czy wraz z graniem kolejnego spektaklu Carycy Katarzyny jesteś mniej skrępowana na scenie?
Myślę, że tak. Ale będąc na scenie, nie myśli się już takimi kategoriami.
Rozebrałaś się 47 razy?
Nawet dużo razy więcej (śmiech), bo również na próbach generalnych.
Na próbach też trzeba?
Trzeba sprawdzić, czy jesteś wstanie z tym funkcjonować.
Była próba generalna, rozebrałaś się po raz pierwszy… i ?
W momencie, kiedy to już się dzieje nie myślisz kategoriami racjonalizmu, nie analizujesz tego we własnej głowie, to jest impuls. Ja wiedziałam po co to robię. Najtrudniejsze było dla mnie odsłanianie się przed widzem, ale takie emocjonalne. Nagość jest wykorzystywana w bardzo uzasadniony sposób. W całej tej historii, caryca Katarzyna wykorzystywała swoje ciało do władzy. Nagość, która jest kostiumem jedynie podkreśla takie odarcie ze schematów, konwenansów. Ale oczywiście pomimo uzasadnienia, są bariery, które każdy z nas ma. Tym bardziej, że to ciało nie jest idealne.
Właśnie, dla kobiety to nie jest łatwa sprawa, tak się obnażyć. Pomimo tego zgodziłaś się.
Tak, bo wiem, co chcę przez to opowiedzieć widzom. W spektaklu celowo opowiadamy bez takiej estetyzacji, która dzisiaj jest na każdym kroku. Wszyscy dążą do ideału. A ja mam ciało, takie jakie mam… i wraz z upływem lat będzie jeszcze gorzej, tak jak u każdego, ciało będzie się starzeć. Dlaczego by właśnie nie opowiadać o ważnych tematach bez Photoshopa? Na scenie mówimy o cielesności, chorobie, umieraniu, niedoskonałościach ciała. To mnie podkusiło, żeby zrobić taką odwyrtkę w swoim życiu zawodowym i zaproponować coś zupełnie innego. W serialu non stop jesteśmy poddawani estetyzacji.
Jak widzowie na to reagują?
Ten spektakl jest formą spotkania. Zachodzą interakcje. Zdarza się, że widzowie są zbulwersowani, oburzeni. Ich reakcje bywają przesadne. To zdarza się rzadko, ale to dużo mówi o kondycji polskiego społeczeństwa, polskiej widowni. Uważam, że to nie jest już nic szokującego. Jest tyle nagości w dobie Internetu. Wydawałoby się, że nasze społeczeństwo nie jest pruderyjne, a okazuje się nagość to jednak jest temat.
Długo zastanawiałaś się, czy się na to zgodzić?
Ten pomysł urodził się w trakcie pracy nad tekstem. Wspólnie z reżyserem zastanawialiśmy się czy to jest potrzebne, co to wniesie. Przy okazji tego spektaklu pojawił się ciekawy temat – czy ciało (jako narzędzie aktora) – należy do mnie do aktorki, czy to ja podejmuję decyzję o rozebraniu się, użyciu takiego środka, czy należy do reżysera, który na przykład przychodzi i mówi masz zrobić to i to. Pytanie, kto ma tę władzę. Jest to złożony temat. A może robiąc taki gest, to widz ma władzę nade mną. Ten temat świetnie koresponduje z tematem ciała politycznego; używania go przez Katarzynę.
Zdaje się, że Ty masz władzę nad widzem.
Z tym bywa różnie. To jest energia prawdziwego spotkania, na zasadzie tu i teraz. Każdy wieczór jest inny. Bardzo dużo zależy od widowni, na ile jest interaktywna. Pamiętam, jedna z Pań była totalnie oburzona i wyzywała mnie od różnych na k….. Trochę mówiła do postaci, a trochę do mnie prywatnie – te dwie płaszczyzny (aktor – postać czy aktor – człowiek) często celowo w spektaklu mieszamy. Ale to, co ta Pani zrobiła, dało tak fantastyczne paliwo i tak przełamało spektakl, że na pewno nigdy tego nie zapomnę. Weszłam z nią w interakcje, zaczęłam się z nią kłócić. Przez chwilę ona miała nade mną władzę, po czym poczułam, że nie mogę jej odpuścić i ostatecznie to ja przejęłam kontrolę nad spektaklem. I to było fantastyczne. To był też ten moment, kiedy Katarzyna dochodzi do władzy, wspaniała paralela. Ludzie na widowni to wyczuli.
Łatwo tak zapanować nad własnymi emocjami?
Trudne. Ale takie żywe spotkanie bardzo mnie interesuje. Jeżeli uprawiać aktorstwo to tylko po to, żeby było ono mocne. Takie pół środki, szczególnie na scenie, nie są dla mnie interesujące.
Czy miałaś pokusę, aby udoskonalić swoje ciało do tej roli?
Nie było takiej konieczności. Nie wymagała ode mnie tego rola. Oczywiście staram się biegać przed tym spektaklem, ale to wynika bardziej z rodzaju gotowości i dyscypliny, która jest wpisana w ten zawód. Spektakl gram regularnie. Takie chwilowe wkręty udoskonalenia ciała, czy jakieś zabiegi nie miałyby racji bytu. Ale jak najbardziej mogłabym przytyć lub schudnąć 10 kg, gdyby pojawiła się ciekawa propozycja i rola warta takiej pracy.
Mimo wszystko, nadal zastanawiam się dlaczego się na to zdecydowałaś.
Ta propozycja pojawiła się w takim przełomowym dla mnie momencie. Zanim podjęłam się tej pracy, zrezygnowałam z etatu w Teatrze w Bydgoszczy, w którym pracowałam ponad 5 lat. Miałam taki etap przemyśleń, przeformułowania swojego życia zawodowego. Czułam, że sama muszę pokierować swoją drogą zawodową. Wtedy poczułam, że albo wszystko albo nic. Mogłam zaryzykować albo utopić się w morzu kolejnych miałkich propozycji, frustracji i nic nierobienia. Ale to nie była desperacja, zrobiłam to świadomie. Doświadczenie zdobyte w teatrze w Bydgoszczy z pewnością pozwoliło mi udźwignąć tę rolę. Pewnie z 5 lat wcześniej nie zdecydowałabym się na taki gest. Nie byłabym na to gotowa. Znaczeniowo nie wiedziałabym jak go wykorzystać, co jest niezwykle istotne w tym spektaklu.
Myślisz, że podjęcie takiej decyzji to kwestia dojrzałości?
Myślę, że to kwestia akceptacji samej siebie, swojego ciała. Pewnie chciałabym, żeby to ciało było trochę inne, lepsze tu i ówdzie. Tak jak u każdego, pojawiają się kompleksy. Jednak chodzi tutaj również o pokazanie, że ciało pięknie oświetlone w filmie, czy sesji zdjęciowej na żywo wygląda zupełnie inaczej. Ciało nie jest idealne, nie wszyscy są jak z Photoshopa.
Jeżeli krytyk teatralny uważa, że zagrałaś nie dość wystarczająco, bo byłaś skrępowana nagością, to co sobie myślisz?
Sama nagość mnie nie krępuje; jestem tak po prostu wychowana. Jeżeli jest to konstruktywna krytyka to ją szanuję i wyciągam własne wnioski. Wiem, że w okolicach premiery krążyły takie głosy. Pamiętam kielecką premierę, która była dla mnie dużym stresem, ale nie ze względu na nagość, ale sam fakt premiery. Nowe miejsce, nowa publiczność. Wtedy z tyłu głowy zawsze pojawia się myśl, że muszę sprostać jakimś oczekiwaniom. Takie myślenie, totalnie blokuje aktora. Pojawia się wewnętrzna histeria. Walczę z tym. Staram się myśleć długofalowo, na przykład dzisiaj się nie udało, no to trzeba popracować, jutro się uda. Tylko taka praca ma sens. Lepiej powiedzieć sobie mogę wszystko, ale nic nie muszę. Wtedy uruchamia się swoboda i luz w graniu.
To uważasz, że mają rację?
Czasami tak. Oczywiście nie mówię tutaj o komentarzach w Internecie i o hejcie dla samej rozrywki. Sztuka ma to do siebie, że jest subiektywna i każdy może napisać co chce. Mam na myśli krytykę, z której faktycznie wynikają jakieś wartościowe uwagi. Wówczas stwierdzam, że może rzeczywiście warto coś zmienić. Oczywiście staram się nie przejmować krytyką. Dostaję pozytywny zwrot od ludzi. Długo broniłam się przed założeniem zawodowego fan page na Facebooku, jednak okazuje się, że to jest fajne łącze z widzami. Odzywają się, komentują. To nie jest tak, że kończę spektakl i nie ma żadnej kontynuacji. Wręcz przeciwnie. Opisują swoje wrażenia. Widz przestaje być abstrakcją, nagle nabiera takiej realności; fajnie że to nie taka enigma.
Ogólnie grasz w tego typu spektaklach. Jak nie przeklniesz Ty skur…, to rozbierzesz się. Ale poruszasz przy tym ważne tematy, niekiedy nawet będące tematami tabu w społeczeństwie. Jest też drugi spektakl, w którym występujesz nago. Czy to również było konieczne?
W Spektaklu Towiańczycy. Królowie chmur moja nagość to rodzaj performance. Ściągam z siebie cały kostium, zakładam go sobie na głowę i na oczy. Nic nie widzę. Zostaję ja i moje ciało. Idę w widownię, chodzę między rzędami. Widz może zareagować w taki czy inny sposób. Czekam jak to zagra. Widz może również nie brnąć w ten performance.
Mam wrażenie, że cały ten zawód jest tak trudny i tak nie do uchwycenia, że codziennie zmagam się z pewnymi lękami, które produkuje moja głowa.
Czy to nie jest tak, że reżyser stwierdził, że skoro udało się za pierwszym razem – bo przecież spektakl Carycy jest oblegany – to czy nie pomyślał, że może warto powtórzyć sceny z nagością?
Pomyśleliśmy, że chcielibyśmy pójść dalej z tym tematem. Oczywiście pojawiło się pytanie, co możemy jeszcze zrobić więcej. W związku z tym, że Towiańczyków, tak samo jak Carycę Katarzynę reżyseruje Wiktor Rubin, oraz to, że autorką obu tekstów jest Jolanta Janiczak sprawia, że czuję niezwykły komfort pracy. Tworzymy pewien rodzaj teamu. Poza tym pojawiła się pewna pokusa. Po Carycy Katarzynie myślałam, że temat nagości, gdzie tyle o tym dyskutowano, nie jest już tematem, tym bardziej, że nagość była wszechobecna w teatrze – jak Oczyszczeni Warlikowskiego czy Persona. Marilyn u Krystiana Lupy. Nie zrobiliśmy tego po to, żeby szokować. Chciałam trochę przekuć ten balon poważnych rozmów, żeby pobawić się tymi kliszami, stereotypami i powiedzieć no to właściwie, cóż to jest za temat i dlaczego się nad tym wszyscy zatrzymujemy. Wszyscy mamy to samo, mniej lub bardziej estetyczne.
Warto dodać, że za rolę carycy otrzymałaś już kilka nagród za najlepszą rolę żeńską. Rodzice muszą być dumni. Widzieli spektakl Carycy?
Tak. Z tym, że nie na premierowym spektaklu, ponieważ byłoby to dla mnie zbyt duże przeżycie. Mamę zaprosiłam po 3 miesiącach grania, kiedy poczułam, że jestem oswojona z tym tematem. Oczywiście przygotowywałam rodziców, mówiłam o co chodzi. Na początku nie byli jakoś specjalnie szczęśliwi, ale to było do przewidzenia. Jednak kiedy mama przyjechała do Kielc pozytywnie zareagowała i w ogóle nie było tematu. Nie było to dla niej szokujące. Przekonała się, że cielesność jako rodzaj kostiumu jest po coś, że jest to pewne przekroczenie, wyjście ze schematu.
Mama rozumie, a tata?
Z początku myślałam, że może na razie nie chce przyjechać i uszanowałam to. Potem, gdy mówiłam „tato przyjedź” i usłyszałam odpowiedź, że już był – opadła mi szczęka ze zdziwienia. Wkurzyłam się, a potem, wzruszyłam. Tato przyjechał incognito. Nie wiedziałam, że był na widowni. Nic nie powiedział, bo nie chciał mnie krępować. Jednak przy Towiańczykach powiedziałam, żeby już tak nie robił, żeby dał mi znać, żebyśmy spędzili wspólnie ten wieczór. Rodzice śledzą moje poczynania. Mam nadzieję, że są ze mnie dumni. Chociaż to nigdy głośno nie pada.
Dlaczego głośnio nie pada?
Wydaje mi się, że rodzice nie chcą, żeby sodówka uderzyła mi do głowy. Są szczęśliwi, ale nie chcą mi tak specjalnie kadzić. Traktują to jak normalną pracę, jak każdy inny zawód. Bardziej martwią się, że dużo pracuję i czy nie marznę na scenie. (śmiech)
No właśnie, a marzniesz?
Jak wchodzisz na scenę, to są takie emocje. Nie ma czasu, żeby czuć zimno.
W rodzinnych Tychach widzieli spektakl?
27 stycznia będziemy grać tam Carycę Katarzynę.
Czyli będą przyjaciółki, sąsiedzi, znajomi?
Moje trzy najlepsze przyjaciółki z Tychów już widziały spektakl. Będą nauczycielki ze szkoły, koleżanki siostry. To będzie ciekawa konfrontacja. Na pewno emocjonalnie będzie to dla mnie trudne. To jest jednak rodzinne miasto… Kiedyś pamiętam, grałam spektakl w Tychach w ramach Teatru Konesera i na widowni nie było ani jednej osoby, której bym nie znała. Widownia była kameralna i siedziała w odległości pół metra. To było bardzo trudne.
Czy uważasz, że jesteś odważna?
Chyba tak. To znaczy…, widzisz paradoksalne wszyscy mówią, że to jest takie odważne, (moje role w spektaklach Rubina), ale tak naprawdę, to nie było dla mnie, aż tak trudne. Oczywiście zdarza się, że mam słabszą formę, jestem bardziej zestresowana i każdy wieczór jest w pewnym sensie walką psychiczną. Zresztą każdy dzień jest dla mnie walką.
Na początku wydawało mi się, że nikt z widowni nie wykona tego gestu, nie dotknie moich piersi, że nikt nie będzie miał odwagi.
Dlaczego każdego dnia walczysz ze sobą?
Bo mam wrażenie, że cały ten zawód jest tak trudny i tak nie do uchwycenia, że codziennie zmagam się z pewnymi lękami, które produkuje moja głowa. Każdy dzień pracy na planie, na scenie, to jest zaczynanie czegoś od poziomu zero, czasem udowadnianie samemu sobie, że jest się czegoś wartym. Gdyby o tym myśleć, można by nie wychodzić z domu.
Może deprymujące jest również dążenie za rolami?
Mam to szczęście, że mam bardzo dużo pracy. Nie myślę o tym w tych kategoriach. Ta rezygnacja z etatu w teatrze jakiś czas temu, rodziła takie myślenie jak u rodziców, a co z ubezpieczeniem, z emeryturą. Ale w aktorstwo jest wpisane ryzyko. Nie po to chcę to robić, żeby było wygodnie i komfortowo. Chcę pracować w tym zawodzie ze wszystkimi jego konsekwencjami.
Rodzicie widzieli spektakl, a narzeczony?
Tak. Przyjechał na premierę do Kielc.
Jak zareagował, że będziesz występować nago?
Dużo o tym rozmawialiśmy. Chciałam podzielić się z nim swoimi przemyśleniami. Jesteśmy ze sobą ponad 4 lata, często doradzamy sobie w różnych sprawach. Dyskutowaliśmy. Na początku wielu z tych rzeczy nie akceptował, nie podobały mu się. Mówiłam – dobra, rozumiem.
Jakie argumenty podawał?
Były rozważania, gdzie są te granice, których nie powinno się przekraczać w aktorstwie, czy są te granice w ogóle. I czy to jeszcze jest aktorstwo.
Jest moment, że widzowie decydują, czy mogą dotknąć Twojej piersi.
I to też jest uzasadnione. To jest scena, w której Katarzyna przejmuje władzę. I ja – podobnie jak ona – używam w tym celu swojego ciała. Wychodzę do widowni z taką makietą teatru i to są jakby moi żołnierze. Były rozważania, czy to jest performance w dobrym tego słowa znaczeniu, czy też nie.
Musiałaś to tłumaczyć?
Ja też na początku tego nie wiedziałam. Dopóki tego nie skonfrontowałam z widzem, była jedna wielka niewiadoma.
Nie byłoby końca związku, gdyby tego nie zaaprobował?
Myślę, że nie. Ale gdyby tak się okazało, to zapewne nie byłby to „ten” mężczyzna. Nie potrzebuję jakiegoś tyrana, który mówiłby, co mam robić. Jestem osobą niezależną. Rozumiałam to, że może mu się to nie podobać. Jednak, gdy później przyjechał na spektakl na Festiwalu Boska Komedia w Krakowie, gdzie zdecydowanie byliśmy już „rozegrani”, jak mówią aktorzy, w ogóle nie było tematu nagości. Wzruszył się. Spodobała mu się ta energia i przedstawienie. Tak naprawdę można coś zakładać, ale dopóki ktoś nie przyjdzie na spektakl, tylko hipotetycznie może coś oceniać.
Jesteś feministką?
To za duże słowo. Nie o taką niezależność mi chodzi, jestem za partnerstwem.
Nagość nagością, ale z tym dotykaniem? W czyjej to się głowie urodziło?
To zaproponował reżyser Wiktor Rubin. Ale to nie było na zasadzie musisz zrobić tak i koniec. Gdybym doszła do wniosku, że to dla mnie za dużo, nie zrobiłabym tego. Na początku wydawało mi się, że nikt z widowni nie wykona tego gestu, nie dotknie moich piersi, że nikt nie będzie miał odwagi. A tu okazuje się, że prawie wszyscy to robią, zarówno kobiety, jak i mężczyźni.
Mimo to nie wycofałaś się. A mogłaś.
Nie, ponieważ jeśli budujesz rodzaj żywego teatru, to w ostateczności musisz się jednak z tym liczyć, że tak będzie. Być może na początku miałam w sobie jakiś taki system obronny. Może podświadomie tłumaczyłam sobie, że to nie będzie nic strasznego. Co ciekawe, okazuje się, że to jest taki odruch bezwarunkowy, że jak coś dają to trzeba dotknąć. I taki odruch pozakulturowy strasznie mnie zaskoczył. Pierwsza osoba ma najtrudniej. Jest zaproszona do takiego gestu i wszyscy na nią patrzą. Ona wykonuje ten gest wobec publiczności, stając się częścią spektaklu. Napięcie jest ogromne. Widzowie najpierw traktują to jako rodzaj zabawy, później jednak zmieniam kierunek, obracam to w coś zupełnie innego.
Czyli nie masz z tym problemu?
Teraz, już nie mam. Ludzie, którzy przychodzą na spektakl już wiedzą o czym to jest. Rozniosło się. Ale na początku byli zszokowani. Nastąpiło takie przełamanie między aktorem, a widzem. Ale powtarzam, że nie chodzi nam o to, żeby szokować.
A gdyby pojawiła się propozycja od Playboya, rozebrałabyś się?
Musiałabym się mocno nad tym zastanowić. Jednak wydaje mi się, że obecnie nie byłby to dobry moment na taką sesję, zwłaszcza, że gram w takim spektaklu.
A może bałabyś się, że mężczyźni zaczęliby przychodzić na spektakl właśnie ze względu na nagość? Poza tym, może przez to byłaby jeszcze lepsza promocja spektaklu?
Moim zdaniem promocja i sprzedawanie czegoś kobiecym ciałem bez większej idei nie jest fajne. Żeby to zrobić musiałabym mieć naprawdę mocne uzasadnienie. Poza tym, gdyby mężczyźni przyszli do teatru po obejrzeniu takiego czasopisma mogliby się trochę zdziwić. Ale oczywiście nie ma nic złego w kobiecym ciele, oraz w takich sesjach.
Ile byłabyś zdolna znieść dla sztuki?
To się ciągle okazuje. Zobaczymy.
Nie masz granicy?
Pewnie gdzieś mam tę granicę. Tylko dopóki się do niej nie zbliżę, nie będę tego wiedzieć. Teraz nie potrafię odpowiedzieć, czego bym nie zrobiła. Nie wyznaczam sobie granic.
W rankingu pod względem ilości występowania w serialach jesteś na pierwszym miejscu.
Troszkę jest to przesadzone. Na pewno są aktorzy, którzy zagrali w jeszcze większej ilości seriali. Oczywiście zdarzyło się, że emisje różnych seriali nakładały się i występowałam w kilku jednocześnie. Lubię płodozmian, lubię gdy coś się dzieje. Gdy za długo grasz w jednym serialu, przylegają do aktora pewne łatki.
Policzmy, Lekarze na TVN, O mnie się nie martw na TVP2, M jak miłość na TVP2, Blondynka na TVP1.
Tak, z tym, że teraz serial Lekarze już się skończył. W M jak miłość też już nie będę grać. Moja bohaterka wyjedzie do Szwecji w poszukiwaniu pracy i miłości. Scenarzyści nie chcieli mnie uśmiercać. Jednak odpuściłam sobie.
Skąd taka decyzja?
Z jednej strony, ze względu na poszukiwanie nowych wyzwań. Z drugiej strony, nie chcę by określano mnie łatką rekordzistki serialowej. Niby pojawiam się w drugoplanowych rolach, ale trzeba uważać i pilnować, żeby nie być wszędzie. Gdy jest cię za dużo, traci się wiarygodność dla widza.
Na wiosnę w TVP1 rusza nowy serial z Twoim udziałem, grasz z Kubą Wesołowskim oraz Maciejem Zakościelnym?
Tak. Z tym, że z Kuba gra w części Państwowej Straży Pożarnej, a ja w Ochotniczej Straży Pożarnej. Gram razem z Maciejem Zakościelnym, Michałem Żurawskim, Michałem Czerneckim, Dawidem Zawadzkim, Sebastianem Fabijańskim i Olafem Lubaszenko.
Szkolenia strażackie były?
Były. Oczywiście takie w pigułce. Strażacy to serial akcyjny, dużo się dzieje. Bohaterowie tworzą zgrany team. Stworzyliśmy też na planie taką niezłą bandę, mam nadzieję, że ta energia przeniesie się na ekran. Gram główną rolę kobiecą. Maciej – główną rolę męską. Nakręciliśmy 10 odcinków.
Myślisz, że ten serial coś wniesie do twojej kariery? Będzie jakiś przełomowy moment?
Do tej pory nie grałam głównej roli w takiej dużej produkcji. Współpraca z reżyserem była taką filmową robotą. Trochę mam nadzieję, że ta rola otworzy przede mną nowe możliwości w karierze zawodowej. Nie mam tutaj na myśli popularności celebryckiej, lecz zyskanie ciekawych filmowych propozycji.
A po filmie Bogowie oczekiwałaś większego sukcesu?
Umówmy się ta rola nie była jakoś zabójczo duża.
Ale mimo, to w mediach jest to odbierane jako Twój sukces?
Tak, ponieważ była to jedna z większych żeńskich ról, które można było w tym filmie zagrać. Strasznie szkoda, że ogólnie w kinie jest tak mało ról dla silnych i wyrazistych kobiet. Na szczęście w teatrze Janiczak przełamuje trochę te stereotypy.
Jako aktorka często jesteś przypisywana do regionu, pojawiają się w Internecie artykuły z nagłówkami nasza Tyszanka. Czy taka regionalizacja Cię nie drażni?
Nie. Kocham Śląsk. Bardzo utożsamiam się z tym regionem. Sama często to podkreślam. Jest również takie poczucie śląskości, które wyczuwa się również w drugim człowieku. Jakby ciągnął swój do swego. Mój chłopak też jest Ślązakiem. Być może takie nagłówki są sposobem promocji regionu, ale nie drażni mnie to. Nawet moja koszulka, którą mam dzisiaj na sobie herc klekoty jest ze sklepu Gryfnie – ze śląskimi gadżetami.
Myślę długofalowo. Chcę móc żyć z tego zawodu i stawiać sobie fajne wyzwania do późnego wieku.
To znaczy?
Hercklekoty w gwarze śląskiej oznaczają palpitacje serca. Gryfnie to ładnie.
Będąc bliżej tematów sercowych…, kiedy ślub?
Nie czuję takiej potrzeby. Chyba nie jest mi to potrzebne. Na razie nie czuję potrzeby zakładania rodziny, może kiedyś to się zmieni.
Czyli 30-stka dla Ciebie nie jest wyznacznikiem, że trzeba mieć dzieci?
Nie. Uważam, że trzeba poczuć instynkt macierzyński, póki co go nie mam. Poza tym, to nie tak, że to jest obowiązkowe dla kobiety, czy mężczyzny, że w danym wieku muszą mieć dzieci. Niektórzy może nie muszą ich mieć, nie są do tego stworzeni. Ale oczywiście lubię dzieci w swoim otoczeniu, jestem fajną ciocią.
Nie marzysz o białej sukni?
O nie! Nie mam takiej kliszy z dzieciństwa, że księżniczka w białej bezie (śmiech), chyba jednak póki co nie. Zresztą raz brałam ślub w serialu, miałam białą suknię i już mi wystarczy.
Ale jeśli chodzi o małżeństwo to nie jest to związane z wiarą?
Nie. Być może w momencie kiedy dojdą formalne sprawy, mieszkaniowe, finansowe to może zapadnie taka decyzja. Na razie o tym nie myślimy. Mój partner myśli podobnie.
Ale dla miłości przeniosłaś się do Warszawy?
Tak, ale wówczas byłam z innym partnerem niż obecnie. Warszawa była dla nas taką wspólną bazą. Mimo to po zakończeniu związku zostałam w Warszawie, także ze względu na możliwość pracy serialowej. Jestem tutaj ósmy rok. Z kolei moje prace teatralne tak się układają, że podejmuję współprace wyjazdowe. Krążę między Bydgoszczą, Krakowem i Kielcami. Ale jestem super zorganizowana. Daję radę.
I nie odpuszczasz.
Nie. Myślę długofalowo. Chcę móc żyć z tego zawodu i stawiać sobie fajne wyzwania do późnego wieku.
Rozmawiała: Iwona Gielecińska, Zdjęcia: Tola Martyna Piotrowska
Polub, udostępnij, skomentuj.
Katarzyna II – cesarzowa Rosji w latach 1762-1796. Rządziła krajem twardą ręką. Słynęła ze swojej bezwzględności w polityce. Przyczyniła się do rozbiorów Polski. O Katarzynie do tej pory krąży wiele legend, anegdot i sprośnych żartów, ale bynajmniej nie ze sposobu rządzenia krajem, lecz z powodu jej niezwykle rozpustnego życia. Caryca Katarzyna nie miała żadnych zahamowań, miała wielu kochanków, potrafiła uwieść każdego. Romansowała chociażby ze Stanisławem Augustem Poniatowskim, choć nie tak bezinteresownie – to dzięki jej poparciu został królem Polski.
Katarzyna doskonale wykształcona, znająca się na architekturze i dziełach sztuki imponowała, używała różnych sposobów by osiągnąć swój cel. Powstało wiele biografii na temat jej rozpustnego życia. Spektakl Caryca Katarzyna nie skupia się na odtworzeniu historii samej w sobie i przedstawieniu wydarzeń historycznych, lecz na ukazaniu psychiki kobiety bezwzględnej, która używała ciała do osiągnięcia władzy. W historii Katarzyny widać bardzo wyraźnie, drogę ciała na tron, politykę pisaną ciałem i na ciele – opisują twórcy spektaklu Caryca Katarzyna.











Jak tak czytam wywiad, to stwierdzam, że odważna z niej kobitka:)
Pani Marta fajna aktorka. Szkoda, że odchodzi z M jak miłość.
[…] dwa lata były dla Margaret rewolucyjne, jej kariera nabrała tempa. Jak sama wspomniała w wywiadzie dla Prestige Bag News bardzo dużo nauczyła się przez ten czas, ma w sobie dużo więcej pokory. […]