Michał Mikołajczak

Uwielbia grać! Ale nie tylko na planie serialu czy deskach teatru. Aktor Michał Mikołajczak świetnie odnajduje się w grach psychologicznych, co udowodnił podejmując różne wyzwania w programie „Agent”. Na ile potrafi sam zaufać ludziom? Czy obawiał się jak zostanie odebrany przez widzów? Przeczytajcie wywiad z Michałem Mikołajczakiem.

WYWIAD

Jakie cechy powinien mieć dobry agent?

Jak wyjeżdżałem sądziłem, że dobry agent powinien umieć wtopić się w tłum. Po powrocie zmieniłem zdanie. Powinien być bezczelny.

A nie taki właśnie byłeś?

Nie mnie to oceniać. Nagraliśmy tysiąc godzin materiału na siedem kamer,  natomiast w telewizji zostanie wyemitowanych ok. 11 godzin. To jest niewielki procent tego, jak reagowałem na różne sytuacje.

Pokazałeś swoją „poker face”. W życiu też taki jesteś?

Absolutnie nie. Natomiast lubię grać w pokera. Gracz musi potrafić zachować kamienną twarz. To podstawowa zasada. Podobnie było w „Agencie”. Tam pokazywanie emocji dużo zdradzało. Łatwo można było kogoś odczytać.

Podoba Ci się tego typu rywalizacja, eliminowanie kogoś?

Nie podoba mi się eliminowanie. Natomiast uwielbiam gry psychologiczne. Jest w nich bardzo dużo niewiadomych, są eksperymentem na żywym organizmie. Będąc dorosłym można cofnąć się do czasów dzieciństwa, pobawić się. Nie spodziewałem się, że moje akcje w programie „Agent” mogą  mieć, aż taki duży wpływ na moich współuczestników. Nie przypuszczałem, że tak łatwo będzie można ich w coś wkręcić.

Nie boję się konfrontacji. Jestem dosyć pewny siebie, dlatego nie mam problemu, żeby patrząc komuś w oczy powiedzieć swoje zdanie.

„Potwór Michał wykasował mnie na dzień dobry” – cytuję Ilonę.

Wiadomo, że z Iloną starliśmy się trochę w programie. Mamy swoje charakterki, które nie lubią sprzeciwu. Jednak ścieraliśmy się na płaszczyźnie przyjacielskiej. Te słowa padły kiedy wyeliminowałem Ilonę z gry memory. Gra polegała na jak najszybszym wyeliminowaniu gracza po odkryciu, sparowaniu zdjęć z dzieciństwa i odgadnięciu kto na nim jest. Pozostali uczestnicy zachowywali się tak, jakby nie chcieli nikomu zrobić krzywdy. Nie chcieli eliminować. Zirytowało mnie to, bo przecież na tym polegała gra. Dlatego postanowiłem być tym potworem i jako pierwszy wyeliminowałem Ilonę.

Nie boisz się przez to konfrontacji, a nawet konfliktu z większą grupą?

Nie. Tym bardziej, gdy mam poczucie, że to jest gra i robimy wszystko w pewnej konwencji. Nikt nie ukarze mnie za to, że skłamię czy kogoś wkręcę. Prywatnie też nie boję się konfrontacji. Jestem dosyć pewny siebie, dlatego nie mam problemu, żeby patrząc komuś w oczy powiedzieć swoje zdanie. Zwłaszcza, jeśli mi na czymś bardzo zależy. Powiem więcej. Jeżeli mi na czymś zależy, to jestem wstanie narzucić komuś swoją wolę.

Obrałeś pewien tor gry.

Tak. Już na początku obrałem pewną strategię. Błaznowałem. Chciałem w jak najkrótszym czasie dowiedzieć się o każdym  jak najwięcej. Mieliśmy bardzo dużo czasu jeszcze przed odlotem, a to na lotnisku na Okęciu, później na lotnisku w Londynie, gdzie czekaliśmy na przesiadkę. Uznałem, że ten czas jest najcenniejszy. Niektórzy jeszcze wtedy nie zaczęli  gry.

To kiedy stwierdziłeś, że błaznowanie się nie opłaca?

1 Comment

Add Yours
  1. 1
    Magdalena

    Po rozmowie widać, że Michał Mikołajczak jest bystrą i zdecydowaną osobą. Gratuluję umiejętności dostosowania się do rozmówcy i zadawania konkretnych pytań 🙂

Dodaj komentarz