Joanna Balasz

Wywiad z aktorką o trudnych wyborach, bezpieczeństwie i ulotności w życiu.

Joanna Balasz wywiad

Wierzę w karmę – to co dajesz, wraca. Czasami można dostać mocno po dupie, ale później okazuje się, że był ku temu jakiś cel. Staram się żyć według zasad, które sobie stworzyłam. Nazwijmy te zasady pseudo-religią, według której warto być dobrym i odpowiedzialnym człowiekiem, nieprzejmującym się zdaniem każdej osoby. Jeżeli, ktoś ma złe zdanie na twój temat lub odmienne trzeba się po prostu uśmiechnąć, życzyć jej miłego dnia i pójść dalej.

Nie próbujesz jej przekonać?

Kiedyś starałam się wiele razy, ale za dużo jest charakterów na świecie i argumentów. To tak jakby spotkać muzułmanina z katolikiem i powiedzieć mu, ty przedstaw swoją rację, a ty swoją. Kto wygra? Za duża jest przestrzeń między nimi. Jeżeli ktoś mnie nie zna i namawia…, zawsze powtarzam…., nie wiesz o mnie jednej rzeczy. Jestem bardzo, ale to bardzo asertywna.

Dobrze. Otwarte karty.

Mam wrażenie, że tego człowiek uczy się z wiekiem. Kiedyś zawsze starałam się, żeby drugiemu człowiekowi było miło. Miałam taką odpowiedzialność, że wypada zrobić tak i tak, nawet pójść na imprezę, gdy źle się czułam. Teraz mówię nie, nie idę. Zresztą nie zawsze muszę się też tłumaczyć dlaczego, po prostu nie mam ochoty.

Joanna Balasz wywiad
Joanna Balasz wywiad

Największe wspomnienie związane z tatą?

Dobre, zabawne. Śmiałam się, że jest saperem albo leśniczym, bo zawsze chodził ubrany na zielono. Był furiatem, jeżeli chodzi o ten kolor J Nawet, jeżeli raz pojechał z mamą kupić na bazarek granatową kurtkę, po powrocie do domu w innym świetle okazało się, że to jednak zgniła zieleń. Mama myślała, że oszaleje 🙂 Być może po nim przejęłam artystyczną duszę – pisał listy, teksty. Tata był jak przyjaciel, od wspólnej zabawy, grania, rozpieszczania. Mama natomiast od wychowywania. Gdy zostałyśmy same było ciężko, ale dałyśmy radę. Ta sytuacja spowodowała, że nie bujam w obłokach, tylko wiem, co ile kosztuje i jak coś załatwić. Gdy chciałam na przykład powiększyć rurki na t-shirty w szafie, pojechałam po wiertarko-wkrętarkę, piłkę do metalu i sama zrobiłam.

Wypadek?

Częsta choroba mężczyzn. Serduszko mówi do widzenia. Na pewno to nie był ten czas i dzień. Na żadną śmierć nie da się przygotować.

W takich chwilach zdajemy sobie sprawę, jak bardzo nasze życie jest ulotne.

To jest strasznie ważne, co powiedziałaś. Ulotność. Ludzie lubią się skupiać na ocenianiu innych, na wchodzeniu do ich domów, a tak naprawdę trzeba skupić na swoim otoczeniu. Dużo osób o tym zapomina, żyje w świecie Internetu, trzyma kamerkę i robi „hejka” …, po czym siedzi smutny. Jest wkurzony, że filmik nie wgrał się na YouTube. Tak naprawdę nigdy nie wiesz co ci się stanie jutro, więc lepiej nie tracić czasu na to, czego nie czujesz i nie chcesz. Tylko spędzić ten dzień według swoich zasad, po prostu.

Jakie cechy odziedziczyłaś po mamie?

Dużą wrażliwość i empatię do ludzi. Jako pielęgniarka nieraz stykała się z ciężkimi sytuacjami. Myślę, że obie jesteśmy także bardzo uparte. Jak się kłócimy lecą iskry, dopiero potem jest miłość. Podobno jestem skórą zdjęta z mamy. Jest kobietą aktywną, wraca z pracy i biegnie 10 km. Kiedyś sport był ostatnią rzeczą, którą lubiła, aż tu nagle okazało się, że kijki, które kupiłyśmy z siostrą nie były takie najgorsze.

Żeby iść na aktorstwo trzeba być bardziej dojrzałym czy zwariowanym?

Dużo aktorów nie ma w sobie wariacji, tylko dojrzałość. Ale z drugiej strony, połowa nie ma odpowiedzialności, bo są wariatami (śmiech).

Jak było w twoim przypadku?

Nigdy nie zabiłam w sobie wewnętrznego dziecka. Bardzo o nie dbam i pieszczę. Kocham salony gier i gry komputerowe. Dopóki nie będę wyglądała głupio w salonie gier to będę tam przebywać. Oczywiście zawsze wiedziałam, że odpowiedzialność musi być w tym zawodzie, ale pozytywna wariacja również. Być może dlatego, że jestem z rocznika, w którym dopiero wchodził Internet. Pamiętam, jak spotykaliśmy się w kafejkach i płaciliśmy 3,50 za godzinę Internetu, tworzyliśmy grupy. Coś mi pozostało z tamtych lat.

Mało ujawniasz w relacjach na InstaStory. Dlaczego nie zapraszasz swoich fanów do domu?

Może trzeba mieć po co zaprosić fanów? Nie tylko po to, żeby ktoś zobaczył z czego masz meble i po ile? Od zawsze miałam kult domu…, jest moją oazą. Jak nie uchylasz rąbka, wiele osób interesuje się tobą przez pryzmat zawodu i to wystarczy. Kiedy pokażesz dom, kto w nim jest, z kim się przyjaźnisz, ludzie zażądają więcej i więcej. Jak z czekoladkami – zjedz jedną i powiedz, że nie weźmiesz drugiej. Ale kto wie, co będzie za 10 lat.

Joanna Balasz wywiad
Joanna Balasz wywiad
Joanna Balasz wywiad
Joanna Balasz wywiad
Joanna Balasz wywiad

Zdjęcia: Observatorium.pl

Dodaj komentarz