Anna Czartoryska-Niemczycka

Układ tego tekstu jest świadomym zabiegiem literackim. Autor tekstu, Paweł Bulaszewski, użył wyliczanki, aby odwołać się do naszych wspomnień, uzyskać efekt lekkości i beztroski, z którymi kojarzą nam się wakacje. Często wysyłam Pawłowi mailem pomysł na piosenkę, albo opisuję mu zdarzenie, o którym chciałabym opowiedzieć. Czasami piszę szkic wiersza, który potem Paweł przekłada na formę literacką. „Witamina L” to zabawa prostą formą, zabawa aliteracją czyli znajdowaniem słów na literę L, które wszystkie kojarzą się z konkretnym tematem. Być może osoby, który nie doceniły tego tekstu, nie zwróciły uwagi na to, jak jest skonstruowany.

Interesujesz się sztuką, literaturą…, może wykształcenie ma znaczenie w odbiorze.

Z własnego doświadczenia wiem, że pisanie piosenek wcale nie jest proste. Tekst jednocześnie powinien nieść za sobą treść, emocje i łatwo wpadać w ucho. „Witamina L” jest utworem, który ma zarażać pozytywną energią i wprowadzać nas w dobry nastrój.

Myślisz, że to może lepiej się sprzedawać niż np. złamane serce, żal, nieodwzajemniona miłość?

Nie zależy mi na tym, żeby się „sprzedać” dla samej sprzedaży, tylko żeby znaleźć ludzi, którzy czują i myślą podobnie jak ja. A utwór o niespełnionej miłości akurat też mam! Gdy przyjdzie jesień, zacznie padać deszcz, dopadnie nas depresja, znajdę piosenkę i na tę porę roku, bo zdarza mi się ulegać jesiennym nastrojom. Na mojej płycie pojawiają się refleksyjne utwory, ale są też kawałki bardziej dynamiczne, które opowiadają o różnych aspektach życia współczesnych 30-latków.

Jesteś skromna?

To podchwytliwe pytanie! Jeżeli odpowiem, że jestem skromna to wyjdzie, że jestem nieskromna:) Uważam, że skromność jest cnotą. Na pewno nie jestem osobą, która za wszelką cenę próbuje przepchnąć się na pierwszy plan.

Wolisz stać z innymi, nie wychylać się?

Nie czuję się dobrze w szeregu, wolę mieć własną przestrzeń, w której czuję się swobodnie i bezpiecznie. Ciągle pracuje nad tym, żeby tę przestrzeń odnaleźć. To miejsce, gdzie nie muszę się z nikim ścigać, ani udawać kogoś, kim nie jestem, gdzie mogę czuć się potrzebna i spełniona. Nie nazwałabym tego wychylaniem się, tylko budowaniem samoświadomości, szukaniem własnej drogi. Przeczytałam kiedyś, że fałszywa skromność jest gorsza od pychy. Uważam, że prawdziwą samoświadomość i pewność siebie buduje się na znajomości zarówno swoich słabych jak i mocnych stron.

Czy skromnością można zawojować świat? Czy Ty w ogóle pragniesz zawojować świat?

Jeżeli skromnością można zawojować świat to dzieje się to pewnie mimochodem, małymi kroczkami. Nie mam potrzeby, żeby być kochaną przez wszystkich. Wystarczy mi to, że mam grupę osób, którym podoba się to co robię. Pamiętam, gdy po spektaklu Morfina podchodziły do mnie osoby ze łzami w oczach, żeby podziękować za emocje. W takich momentach mam poczucie, że to co robię ma sens.

Cieszę się, że mogłam poświęcić ten czas moim dzieciom. Zrobiłam to z radością i przez długi czas nie myślałam w ogóle o aktorstwie, zwłaszcza, że w wolnych chwilach nagrywałam wreszcie wymarzoną płytę. Ale teatr niełatwo daje o sobie zapomnieć!

Sądziłam, że marzy Ci się międzynarodowa kariera. Przecież masz furtki otwarte, czemu nie przechodzisz przez nie?

Dzisiaj, żeby zrobić międzynarodową karierę trzeba wszystko postawić na jedną kartę, a ja czuję, że mam dużo rzeczy do zrobienia tutaj na miejscu, w Polsce. Tutaj mogę się rozwijać i realizować. To tu mam rodzinę, którą kocham i która jest dla mnie priorytetem. Być może w przyszłości, gdy nadarzy się okazja, skorzystam z tej szansy. Na razie jednak jestem skupiona na tym, aby ciężar ścieżki zawodowej przenieść  z aktorstwa na muzykę.

W jakim procencie?

Ciężko powiedzieć. Będąc aktorką za każdym razem czuję, jakbym wykonywała inny zawód. Działam projektowo. Przez kilka miesięcy pracuję na planie serialu, potem zaczynam próby w teatrze. Jednego dnia prowadzę imprezę, albo śpiewam koncert, drugiego podkładam głos pod grę komputerową albo czytam fragment powieści do audiobooka. Moim celem jest, żeby stać się jak najbardziej autonomicznym twórcą, autorem projektu, w którym biorę udział. I tym twórcą mogę być właśnie na polu muzycznym. Moja pasja do aktorstwa tak naprawdę zaczęła się od muzyki. Do szkoły teatralnej trafiłam trochę z przypadku.

Jak to z przypadku?

Zawsze chciałam śpiewać. Kończyłam średnią szkołę muzyczną na wydziale piosenki. Potem dostałam się na muzykologię. Przemknęła  mi wtedy przez głowę myśl o szkole teatralnej, ale koledzy, którzy tam studiowali, mówili mi „nie łudź się, że będziesz miała czas na muzykę”. Odpuściłam. Dopiero gdy na II roku muzykologii, wspólnie z kolegami z wydziału przygotowaliśmy koncert piosenek aktorskich, postanowiłam iść za ciosem i podejść do egzaminów do szkoły teatralnej. Dostałam się za pierwszym razem. Gdy byłam na początku 4 roku dostałam propozycję zagrania w spektaklu „Tu idzie młodość” w Teatrze Współczesnym i tak się zaczęło. Zostałam w teatrze. Dopiero w ostatnich latach miałam dłuższą przerwę ze względu na dzieci.

Brakuje Ci teatru?

Cieszę się, że mogłam poświęcić ten czas moim dzieciom. Zrobiłam to z radością i przez długi czas nie myślałam w ogóle o aktorstwie, zwłaszcza, że w wolnych chwilach nagrywałam wreszcie wymarzoną płytę. Ale teatr niełatwo daje o sobie zapomnieć! Od października dołączam do obsady spektaklu „Intryga” w Teatrze Kamienica. Spektakl jest widzom na pewno doskonale znany, występują w nim Beata Ścibakówna, Szymon Bobrowski, Tomasz Stockinger i Zbigniew Zamachowski. Ja zastępuję Joasię Koroniewską w niewielkiej, ale znaczącej i dającej mi mnóstwo radości roli. Kto nie widział jeszcze tego spektaklu, koniecznie powinien nadrobić zaległości!   

Często podkreślasz ważną rolę Mazur, Bałtyku. A gdzie są te piękne, zagraniczne, luksusowe hotele? Nie ma ich w Twoim życiu?

Separator image Opublikowano w Wywiady.

2 Comments

Add Yours

Dodaj komentarz