Patricia Kazadi

Wywiad z artystką o pasji do muzyki, nowym albumie i definiowaniu tego, co najbardziej boli.

Tak, zawsze jak czuję, że mam chaos w głowie albo jak nie potrafię się z czymś zmierzyć. Na jednej z takich wizyt…, terapeuta zapytał – Kiedy ostatni raz Pani śpiewała? Nie wiem, nie pamiętam, może 2, 3 lata temu – odpowiadam. A kiedy ostatni raz napisała Pani piosenkę? – 3 lata temu. I mówi Pani, że jest nieszczęśliwa tak? Jak ma być Pani szczęśliwa, jeśli nie robi Pani tego, co kocha najbardziej? Muzyka jest przecież całym moim życiem.

Niby proste, oczywiste, ale okazuje się, że żyjąc z dnia na dzień, pochłonięci innymi obowiązkami  często zapominamy o tym, co lubimy robić najbardziej. Regularnie chodzisz na terapię?

Tylko wtedy kiedy czuję, że mam potrzebę. Kiedy coś się nie udaje, czuję się pogubiona albo mam coś niewyjaśnione. Uważam, że terapia jest potrzebna w takich sytuacjach. Szczerze, to w dzisiejszych czasach nie znam osoby, która nie chodziłaby na terapię.

Patricia Kazadi - wywiad

Wydawało mi się, że to raczej temat tabu. Kiedy pierwszy raz poczułaś, że potrzebujesz terapii?

Może nie wszyscy mówią, ale chodzą. Żyją pod ogromną presją, w stresie. Pamiętam, pierwszy raz poczułam potrzebę pójścia na terapię po „You Can Dance”. Na maksa wczuwałam się w problemy uczestników. Gdy ktoś mówił o alkoholizmie w rodzinie albo przemocy strasznie to przeżywałam. Gdy coś im nie wychodziło w tańcu lub gdy odpadali z programu wylewałam razem z nimi tony łez. Po zakończeniu programu byłam wrakiem, byłam tak emocjonalnie wycieńczona, że nie byłam wstanie zrobić kolejnego sezonu. Od tamtej pory wiem, że jeżeli sama nie jestem wstanie przerobić pewnych sytuacji, należy to z kimś przegadać. Dla mnie taką terapią jest również medytacja. Nie zawsze wiąże się to z siedzeniem u pana terapeuty na kozetce. Co roku staram się wyjechać na medytację –  chociaż na tydzień, dwa, aby totalnie się odłączyć, zresetować, mieć czas tylko dla siebie.

Czy tak bardzo istotne jest zdefiniowanie tego, co nam dolega? Dlaczego jesteśmy nieszczęśliwi pomimo sukcesów?

Tak. Gdy nie spełniałam się muzycznie zaczęłam tracić motywację i pasję, którą miałam do telewizji. Na początku nie wiedziałam dlaczego tak się dzieje. Przychodziłam na plan i przez pierwsze pół godziny przed zdjęciami płakałam, dopiero potem nakładałam makijaż i wychodziłam do ludzi. Nie o to chodzi w życiu, żeby się zmuszać i robić rzeczy, których nie chcesz już robić. Ale bałam się, że kogoś zawiodę, że nie spełnię oczekiwań. Bałam się co ludzie powiedzą, gdy powiem, że już nie chcę. Pomyślą, że jestem niewdzięczna. Odbyłam szczerą rozmowę z Szefem i okazał mi on ogromne zrozumienie, dał mi możliwość złapania oddechu, zyskania większego dystansu. Bardzo mi to pomogło, skupiłam się na podróżowaniu. Miałam czas dla siebie, ale przede wszystkim pielęgnuję swoją pasję, wróciłam do muzyki.

Chociaż na horyzoncie pojawiają się kolejne oczekiwania. Tym razem względem nowej płyty, a co jeśli nie będzie tak jak sobie wyśniłaś?

Będzie tak jak sobie wyśniłam, wiesz dlaczego? Bo jestem już na innym etapie życia. Nie definiuje mnie ocena innych ludzi tylko moje własne poczucie realizacji, spełnienia, szczęścia.  Robię to, co kocham i w końcu zrzuciłam ogromny plecak z kamieniami, który nosiłam na swoich barkach od dziecka. Zawsze musiałam być lepsza, ciągle było za mało, nie wystarczająco. To wykańcza, dlatego wydając nową płytę nie chcę mieć już żadnych oczekiwań. Podniosłam się po poprzedniej, ale niewiadomo ile ciosów mogę jeszcze znieść. Najważniejsze, abym wydała płytę taką jaką chcę, we właściwym momencie i taka z której ja będę w stu procentach zadowolona. To mi w zupełności wystarczy.

Patricia Kazadi - wywiad

Łatwo wybaczasz?

Mam taki charakter, że zawsze potrzebuję zagoić rany, wybaczyć. Spotkać się i powiedzieć prosto w oczy co mnie boli, ale nie dlatego, że oczekuję przeprosin czy zrozumienia, to ja muszę wylać z siebie emocje. Nie chcę trzymać w sobie żalu czy nienawiści do końca życia. Chcę wybaczyć, iść dalej, rozwijać się, a nie pielęgnować w sobie żal czy złe emocje.

Obserwując Cię na scenie, śmiało mogę powiedzieć, że jesteś do tego stworzona, mogłabym powiedzieć, że czujesz się na scenie jak ryba w wodzie, dlatego ciężko jest mi zrozumieć skąd tyle niepewności i obaw.

To nie ja wybrałam scenę, to ona mnie wybrała, czasami śmieję się, że nie miałam wyboru. Naprawdę od maleńkości, wiedziałam już co chcę robić i nigdy nawet jak bardzo chciałam to się nie zmieniło. Zaczęło się od Lambady, a później był przypadkowy casting w sklepie z butami, jak miałam dwa latka i wypatrzyła mnie Pani reżyser…

Sądziłam, że to rodzice wysłali cię na casting.

Nie, mój Tata był przeciwny, a moja Mama nawet nie wiedziała, że jest taka możliwość. Pierwszą pracę w TVN też zawdzięczam “przypadkowi” – chociaż ja nie wierzę w przypadki. W liceum bardzo często udzielałam się charytatywnie. Raz w miesiącu organizowałam apele dla dzieci. Zwoływałam przyjaciół artystów, muzyków, raperów, z którymi robiliśmy wspólne wielkie show. Akurat traf chciał, że w weekend na jednym z takich występów podeszła do mnie Pani i mówi, że bardzo podoba jej się jaki mam kontakt z ludźmi, że potrafię nakłonić ich do wspólnej zabawy i chciałaby mnie zaprosić na casting do nowej stacji TVN Lingua. Sama nigdy nie zabiegałam o to, żeby prowadzić programy. Część mojego charakteru nie pasuje do tego showbiznesu, ale pozostała spora część jednak sprawia, że jestem w tej branży od wielu lat.

Patricia Kazadi - wywiad
Patricia Kazadi - wywiad

Napisałaś  tekst do utworu „Tak niewiele”  z myślą o ścieżce dźwiękowej do filmu „Miłość jest wszystkim”. Dlaczego zwróciłaś się o pomoc akurat do Sarsy?

Pierwszą wersję tekstu napisałam w języku angielskim, poszukiwałam kogoś, kto pomógłby mi wyrazić to, co czułam w języku polskim. Akurat Sarsę podpowiedziała mi przyjaciółka za co jestem jej bardzo wdzięczna. Sarsa jest bardzo zdolna, prawdziwa, potrafi w przejrzysty sposób przekazać literackie emocje. Pisze o czymś, co na pierwszy rzut oka może wydawać się bardzo jednoznaczne, ale tak naprawdę skrywa jeszcze drugie dno. Widać, że tworzy z pasji do muzyki i bardzo ją za to szanuję. Po wysłaniu tekstu otrzymałam zwrotnego SMSa – ciary, działam. Nie znałyśmy się wcześniej. Było mi niezmiernie miło, bo w dzisiejszych czasach bardzo rzadko zdarza się taka bezinteresowność podyktowana pasją.

Zaśpiewałaś ten utwór na koncercie promującym film „Miłość jest wszystkim”. Miałaś trudne zadanie, widać ile emocji Cię to kosztowało. Delikatna muzyka słyszalna jedynie w tle, na pierwszym planie wyłącznie Twój głos. Cisza wśród publiczności…

Jak o tym pomyślę to mam ciary. Dużo wysiłku kosztował mnie powrót na scenę. Popłakałam się, uzmysłowiłam sobie, że znowu tu jestem, znowu robię to co kocham. Zawsze marzyłam o napisaniu utworu do filmu i spełniło się. Poza tym bardzo się stresowałam, ale to ile dostałam ciepła od ludzi po występie przerosło moje najśmielsze oczekiwania.

Miłość jest dla Ciebie wszystkim?

Tak. Jestem straszną romantyczką, wręcz taką jak na filmach. Wpadam na szalone pomysły-niespodzianki, angażuję się na milion procent. Teraz wraz z wiekiem staram się to troszeczkę okiełznać.

Można się tak szybko wypalić.

Ach… ileż to ja już się powypalałam. Dlatego teraz staram się podchodzić do tego z dystansem.

Teraz jesteś w związku?

Dodaj komentarz