Patricia Kazadi

Wywiad z artystką o pasji do muzyki, nowym albumie i definiowaniu tego, co najbardziej boli.

Patricia Kazadi – wywiad z artystką o pasji do muzyki, nowym albumie i definiowaniu tego, co najbardziej boli. Po zrzuceniu bagażu pełnego oczekiwań – odradza się na nowo. Muzycznie i mentalnie. Jak sama mówi czas na zmiany. Jakie? Dlaczego tak długo zwlekała z nagraniem nowych utworów?

WYWIAD

Pracujesz nad nową płytą. Czego możemy się spodziewać?

Bardzo szczerej i organicznej płyty z dużą ilością żywych instrumentów –  rockowych gitar, fajnego basu. Mam nadzieję, że przy tej płycie ludzie będą mogli lekko odpłynąć, odpuścić, może niektórych skłoni do refleksji, przemyśleń, ale nie będzie w żadnym stopniu depresyjna.

Będzie łagodniejsza od poprzedniej?

Może przy pierwszym odsłuchu, muzycznie tak, ale jeśli wsłuchamy się w teksty, myślę, że okaże się dużo ostrzejsza od “Dark Popu”. W swojej muzyce zawsze bardzo szczerze opisuję różne sytuacje, które przeżywam. Oczywiście nie zawsze piszę o sobie, ale o tym co dzieje się dookoła mnie. Na poprzedniej płycie *!* poruszyłam bardzo dużo trudnych tematów – od przemocy fizycznej, psychicznej, po toksyczne relacje, problemy, które wynieśliśmy z domu. Była ona dla mnie swego rodzaju rozliczeniem się z przeszłością, taką formą oczyszczenia. Teraz jestem w innym punkcie swojego życia, mam nadzieję, że będzie pokrzepiająca i dodająca otuchy tym, którzy będą jej słuchali.

Skąd taka zmiana nastawienia?

Wydaje mi się, że takie podejście przyszło wraz z wiekiem. Gdy byłam młodsza to mój smutek odzwierciedlał się – jeden do jednego – w moich kompozycjach, teraz mam wrażenie, że swoje doświadczenia opisuję z większym dystansem, a na pewno mniej dosłownie. Nie będzie to również przepełniona radosna egzaltacja, afirmacja opisująca jakie to życie jest piękne i bezproblemowe. Ale też nie o to chodzi, żeby się dołować, przygnębiać.

 „Invisible” to ważny utwór dla Ciebie, sporo emocji. Dlaczego dedykowany tacie?

To moja spowiedź, pełne obnażenie. Ten utwór był dla mnie formą zmierzenia się z naszą relacją, która była bardzo trudna, a przez jakiś czas w ogóle nieistniejąca. Czułam się niewidoczna, bez względu na to, co bym zrobiła. Pisząc ten utwór rozprawiłam się z wieloma demonami z dzieciństwa. Mój Tata po raz pierwszy usłyszał ten utwór dopiero kilka miesięcy temu na moim koncercie. Wspólnie płakaliśmy, to był dla nas bardzo oczyszczający moment.

Nie spełniłaś pewnych oczekiwań na przykład względem kariery, przyszłości? Stąd „Invisible”?

Też, ale nie tylko. Mój Tata został wychowany w bardzo konserwatywny i surowy sposób, w kulturze afrykańskiej, w jego domu nie okazywało się emocji, uczuć. Ja natomiast mam emocje i uczucia totalnie “na wierzchu” , serce noszę na rękawie – jestem bardzo wrażliwa.  Nawet do tego stopnia…, gdy ktoś krzywo na mnie spojrzy potrafię przez kolejne miesiące zastanawiać się dlaczego tak zrobił. Nasze charaktery były tak niekompatybilne, że czułam się odtrącona, przez co bardzo cierpiałam jako dziecko. Dzisiaj mogę powiedzieć, że po kilku latach ciężkiej obustronnej pracy mamy piękną relację, mam w nim oprócz Taty również przyjaciela.

Patricia Kazadi wywiad
Patricia Kazadi - wywiad

Po opublikowaniu „Dark Popu” dostrzeżono Twój potencjał, podsyciłaś ciekawość. Dlaczego nie poszłaś za ciosem?

Och.. to długa historia.. ogólnie przez brak mojego doświadczenia jako producenta wykonawczego albumu i zbyt duża naiwność i dobre serce – dostałam przysłowiowo “po dupie”. Przez konflikt z jednym z producentów, który chciał mnie okraść – nie byłam w stanie oficjalnie wydać płyty… byłam zmuszona wrzucić  trzy lata mojej ciężkiej pracy w Internet bez promocji, bez singli, bez teledysków. Nie dźwignęłam tego, zamknęłam się w sobie i zaszyłam w domu.

Miałaś poczucie, że wszyscy Cię zawiedli? Miałaś wszystko i wszystkich gdzieś?

Nawet nie miałam takich odczuć. Ta sytuacja totalnie podważyła moją wiarę we własne możliwości. Przestałam śpiewać, pisać, grać na instrumentach. Oczywiście było mi bardzo przykro, że tak mnie potraktował, bo zniszczył lata mojej ciężkiej pracy, ale odebrałam to jako znak, że być może ja się do tego nie nadaję, być może nie powinnam tego robić. Sytuacja stała się jeszcze bardziej napięta po zaśpiewaniu utworu „Na zawsze” w „You Can Dance” – zżarł mnie ogromny stres. Wszystko działo się na ostatnią chwilę. Na dziesięć minut przed wyjściem na scenę zniknęły mi słuchawki, do tego cały czas w głowie miałam fatalną sytuację z producentem, nieprzespane noce. Zaśpiewałam jak zaśpiewałam. Nie uważam, że bardzo tragicznie, ale też nie na tyle świetnie, aby się nie przyczepić. Dostałam taki lincz, że przestałam śpiewać…, z dnia na dzień.

Cios?

Ogromny. W związku z tym, że prowadzę programy telewizyjne i nie jestem utożsamiana z muzyką, jestem oceniana przez pryzmat prezenterki, a nie wokalistki. Dlatego niestety ludzie często szukają czegoś, żeby się przyczepić. Czekają, aż się potknę. Wydawać by się mogło, że jak będę prowadziła programy w prime-time dużo łatwiej będzie mi dotrzeć do ludzi ze swoja muzyką, od której tak naprawdę zaczęła się moja kariera, ale jest totalnie odwrotnie.

Po trzech latach w końcu nagrywasz, śpiewasz, tworzysz teksty. Nastąpił moment, w którym Patricia obudziła się, zastanowiła dokąd tak naprawdę zmierza. Co było kluczem?

Terapeuta. (śmiech) A tak poważnie, głównie czas, dużo medytacji, przewartościowania i spokoju. Czas uleczy każdą ranę, a jak coś jest komuś w gwiazdach zapisane to i tak do niego wróci.

Chodziłaś na terapię?

Dodaj komentarz